Powszechne jest przekonanie, że żywność "ekologiczna" jest zdrowsza. Bo bez nawozów, środków ochrony roślin i innych świnstw. Z drugiej strony producent, żeby dostać certyfikat, nie może stosować chemii. Natomiast nic nie wiadomo o tym, gdzie te swoje certyfikowane produkty wytwarza. Marchewka ekologiczna rosnąca przy drodze szybkiego ruchu - proszę bardzo, może mieć certyfikat.
Przeczytałam gdzieś artykuł, w którym jakaś pani przytaczała badania bodajże Instytutu Żywności i Żywienia, że ta żywność ekologiczna wcale nie jest dużo zdrowsza od "zwykłej". Właśnie dlatego, że uprawiana w takiej a nie innej glebie i czerpiąca wodę z takich a nie innych opadów. I wcale nie chodzi tu o pole położone przy trujących zakładach przemysłowych, tylko o zwykłe pole położone przy sąsiednim, na którym jak najbardziej stosowane są nawozy i środki ochrony roślin. A gdy robiono badania ile to metali ciężkich jest w sałacie (sałaty lubią wciągać i magazynować metale ciężkie), to najwięcej znaleziono w uprawianej naturalnie na działkach miejskich. Hm. Nie mogę teraz znaleźć tego artykułu, pewnie natknęłam się na niego na stronie gazeta.pl. Gazeta kłamie?
W najnowszym Kukbuku przeczytałam zgoła coś innego. Że warto kupować żywność certyfikowaną, bo (tu zacytowano badania) jest dużo zdrowsza niż "zwykła". Kukbuk pisze prawdę? Hm, myślę że też może się mylić.
Prawda pewnie jak zwykle leży pośrodku. Najlepiej mieć znajomego rolnika żyjącego w czystym rejonie kraju i brać od niego zwykłe, zapiaszczone, smaczne warzywa. Niekoniecznie z certyfikatem. Ech, marzenie.
Na razie zrobiłam syrop z mojej "ekologicznej" lipy. Drogi szybkiego ruchu ani korków i wzmożonego ruchu samochodowego w okolicy nie ma, mnóstwa nawozów ja ani moi sąsiedzi nie stosujemy, może jest zdrowa :).
Syrop z kwiatów lipy
- 200 g kwiatów lipy (bez przylistków) - to jest ok. 1 litra świeżych kwiatów
- 1 litr wody
- 1 kg cukru
- sok z 1 cytryny
- ew. skórka z tej cytryny
Syrop lipowy
składniki:
- 2 garście kwiatów lipy wraz z przylistkami - to też ok. 1 litra ważącego ok. 100 g
- 1 litr wody
- 1 litr cukru
- sok z 1 cytryny
- ew. skórka z tej cytryny
W dużym słoju umieścić kwiaty lipy (lub kwiaty z przylistami) wcześniej sprawdzając, czy nie ma w nich zwierzątek (trzeba je obejrzeć i ew. strząsnąć robaczki). Można też (jeśli dysponujemy niewoskowaną cytryną) włożyć cieniutko obraną (bez białego albedo) skórkę z umytego i sparzonego owocu.
Do garnka wlać wodę i wsypać cukier. Zagotować mieszając. Wlać sok z cytryny. Gorącym płynem zalać lipę. Zamieszać i przykryć. Kwiaty powinny być całe przykryte syropem. Odstawić na 2 dni w temperaturze pokojowej. Codziennie delikatnie mieszać.
Przefiltrować (przelewałam najpierw przez gęste sito, odstawiałam aż dobrze obieknie, trochę przyciskałam łyżką, żeby wycisnąć płyn. Następnie wyrzuciłam lipę, a płyn przelałam przez sito wyłożone podwójnie złożoną gazą). Zagotować syrop i wlać do wyparzonych butelek. Zamknąć i ew. zapasteryzować ok. 15 - 20 minut.
Zapasteryzowane butelki przechowuję w spiżarce. Otwartą w lodówce.
W tych syropach jest cukier. To prawda. Nie ma w nich za to syropu glukozowo-fruktozowego, który jeszcze gorzej niż cukier działa na ludzki organizm.
No a poza tym są po prostu pyszne. Nawet nie spodziewałam się, że aż tak bardzo.
Dziś Tarzynkowo dla ochłody proponuje drink z "lipową palemką". Z syropu z kwiatów lipy, schłodzonej wody lekko gazowanej z plasterkiem cytryny. Pychota! Jak ktoś chce, to można dorzucić parę kostek lodu. No i oczywiście udekorować lipową palemką.
