Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierniki i pierniczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierniki i pierniczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 grudnia 2012

Pierniczki witrażyki

Święta, święta i po świętach. 


Ten post miał się pojawić w Wigilię. Nie wyszło - trudno, choć trochę żałuję. Powinien być prawie tydzień wcześniej. Razem z życzeniami. Życzeniami dla mnie i dla Was. Wiem, wiem grzeczniej jest napisać dla Was i dla mnie. Ale tak naprawdę to byłyby życzenia o tym, co ważne jest teraz dla mnie. Czego mi brakuje, do czego dążę. 


Szczęścia w domu. Takiego spokojnego. Chwil, w których wszystkim domownikom jest dobrze i nie stroją fochów. Umiejętności dostrzegania drobnych radości. Cieszenia się tym co tu i teraz. Ot choćby promykiem słońca w landrynkowej szybce :).




Pierniczki witrażyki

składniki:
  • ciasto na pierniczki (u mnie takie - klik)
  • landrynki (koniecznie bez nadzienia)
  • mata silikonowa do pieczenia
  • moździerz (albo deska, ścierka i tłuczek - stanowczo lepsze to pierwsze)
Przepis nie przepis. Raczej idea. Piekarnik rozgrzać maksymalnie do 160 stopni celsjusza (więcej landrynkom nie służy). Cukierki rozbić w moździerzu (nie musi być na pył).  Rozwałkować cienko ciasto na pierniczki. Wyciąć foremkami większymi. W środku  wyciąć kolejnymi (albo nożem) by powstała dekoracyjna dziura. Raczej większa niż mniejsza (w mniejszych trudniej uzyskać landrynkową szybkę i wychodzi taka niedorobiona, jak na pierwszym zdjęciu). Układać pierniczki na macie silikonowej. Do dziury wsypywać sporo potłuczonych landrynek.  Z lekką górką. Jak cukierków jest za mało, to witrażyk wychodzi z dziurami, jak za dużo - czasem landrynki pryskają na pierniczki i nie wygląda to ładnie. Piec (u mnie koło 10 minut) do uzyskania pożądanego koloru. Wyjmować, studzić na blasze postawionej na kratce. Gorące landrynki są płynne, przed zdjęciem ciasteczek trzeba poczekać aż zastygną. Można przechowywać w puszce, choć czasami zdaża się, że się skleją.

Piekłam kiedyś na papierze do pieczenia i nie zdał egzaminu. Poprzystawał mi do witrażyków. Straciłam kupę czasu na odrywanie go i nie dałam rady zrobić tego perfekcyjnie. Na silikonie jest ok. Gdybym go nie miała, spróbowałabym papier dodatkowo natłuścić - może wtedy landrynki by się do niego nie poprzyklejały. Podobno zamiast cukierków można nasypać cukru. Landrynki przyklejają mi się do palców - wolę je wsypywać do dziur małą łyżeczką.


Wolę pierniczki bez landrynek. Jeść, bo oglądać z witrażykami nawet lubię. Co innego moje córeczki - to ich ulubiona wersja pierniczków. No cóż, na szczęście pojawiają się u nas raz do roku :)

W roli stelaża do wieszania pierniczków występuje w tym roku stojak do suszenia makaronu. Prawda, że świetnie sobie radzi ;)?


Jeszcze bym zapomniała. Wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę mnóstwa  przyjemności z czytania/oglądania. Czekam na Was w Tarzynkowie i cieszę się z Waszych odwiedzin.
Zapraszam nieustająco.

środa, 19 grudnia 2012

Piernikowy guzik z pętelką - z mąki żytniej i orkiszowej.


 
Najważniejsze dobre uczynki wg. katechizmu katolickiego to modlitwa, post i jałmużna. Wdowi grosz przechylający wagę. Święty Mikołaj dający prezenty tak, by nie było wiadomo, że to on. Puste miejsce przy stole dla nieznajomego. Tak naprawdę początkowo było dla duchów, ale to niepoważna dygresja...
Stawiacie puste nakrycie dla kogoś, kto nie był zaproszony na Wigilię? Ale przecież nikt nie spodziewa się, że ktoś zapuka do drzwi i się dołączy. No przecież są jakieś granice! A może sąsiad lub sąsiadka chcieliby, ale się krępują? Albo dawno niewidziana, zgorzkniała ciocia, która pluje złośliwością, bo jest nieszczęśliwa? Z drugiej strony zaprosi się ich, a nie przyjdą, bo nie. Też niefajnie? Co tam, warto zaryzykować i nawet jak odmówią, uszanować ich decyzję. Nie daj Boże, jak ciocia się zgodzi i będzie te swoje przytyki gadać całą Wigilię. Jeszcze ją odwieźć będzie wypadało.
Daj, daj, daj krzyczą fundacje. Tu nieszczęście, tu problem, nie bądź obojętny. Wszystkim nie da rady, nie ma jak. Choć i tak najłatwiej dać pieniądze.
Dawać mądrze, dawać ciepło i z taktem. Dawać chwile szczęścia i radości.
Może w okolicy? Może za rogiem? Może w kościele stoi choinka a na niej bombki z imionami dzieci, które w domu raczej prezentu nie dostaną? Może obok mieszka ktoś, kogo ucieszą pierniczki czy makowiec upieczone w domu? Albo jeszcze bardziej chwila uwagi i rozmowy? A może zajrzycie do Szlachetnej Paczki i ją wesprzecie?

Zaś w gronie dobrze znanych domowników z poczuciem humoru możecie rozdać guziki z pętelką. A co? Wypasionych prezentów oczekiwali? Nie ma. Niech cieszą się, że to nie rózgi. :D Zrzędliwa ciocia i tak będzie miała za złe...



Pierniczki z mąki żytniej i orkiszowej

składniki:
  • 550 g mąki żytniej chlebowej
  • 150 g mąki orkiszowej razowej
  •   70 g cukru
  • 650 g miodu
  • 1 jajko (najlepiej od kur z wolnego wybiegu)
  • 2 łyżki (30 ml) wody
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3 łyżki przyprawy do piernika (1 torebka (27g) bez dodatku cukru lub mąki)
W misce wymieszać mąki, cukier, sodę i przyprawę. Dodać miód, jajko i wodę. Wyrobić ciasto. Uformować kulę, zawinąć w folię i wstawić na noc do lodówki lub na godzinę do zamrażalnika. 
Piekarnik rozgrzać do 170 stopni (160 jeśli macie termoobieg). 
Ciasto rozwałkowywać niezbyt cienko (3-4 mm) podsypując leciutko mąką. Wykrawać ciasteczka. Układać je na papierze do pieczenia lub macie silikonowej. Piec ok. 10 minut na złoty kolor. Przechowywać w puszce.

Przyprawę do piernika robię sama w domu (dawno jakoś mi się nie chciało :( ) lub kupuję czytując pracowicie skład. Nie lubię jak jest w niej mąka lub cukier (prawie we wszystkich). Jedyna jaką znalazłam bez tych dodatków, to firmy Kotanyi (to nie jest wpis sponsorowany, przyprawę kupuję sama, z firmą nie mam nic wspólnego - w sumie wolałabym, żeby była polska, ale wszystkie polskie dodają mąkę lub cukier). Przepis jest podpatrzony na torebce. Zainteresował mnie, bo pierniczki są głównie z mąki żytniej. A że tak się jakoś stało, że co roku wypróbowuję jakiś, to w tym roku padło na ten :). Jest całkiem fajny (choć smaczniejsze są nasze ulubione). Ciasteczka dobrze trzymają kształt. Tylko od razu po upieczeniu robią się niestety twarde. Pewnie muszą swoje odleżeć, żeby zmięknąć. Jeśli chcecie ten proces przyspieszyć, włóżcie do puszki z nimi kawałek jabłka.

Guziki robi się bardzo łatwo. Większym kółkiem (szklaneczką, kieliszkiem) wycina się ciasteczko, mniejsze kółko odciska, a rurką do napojów robi się dziurki. Niestety nie ja to wymyśliłam, tylko podpatrzyłam u Ziutki :).


Właściwie dlaczego ciocia? Nie przyczepił mi się jakiś stereotyp? Równie dobrze zaleźć za skórę może upierdliwy wujek. Prawda?

Blogerzy wspierają Szlachetną Paczkę 



 

piątek, 14 grudnia 2012

Pierniczki - nasza świąteczna tradycja.



Pamiętacie "Skrzypka na dachu"? Tradycję, z którą się zmagał główny bohater i którą zmieniał pod wpływem córek? Właśnie: zmieniał czy może rujnował, psuł?
Tradycja... 
Pierwsze skojarzenie: dom. Mój dom rodzinny.
Tradycja Wigilii. Babcina bułka z makiem, pyszna zupa grzybowa i smażone uszka. Zupełnie inne niż gotowane. Nielubiany kiedyś kompot z suszonych owoców i kisiel żurawinowy. Śledzie, do których przekonałam się z wiekiem. I karp, na którego nie ma już miejsca po zjedzeniu tego, co wcześniej i który właściwie w moim domu zniknął. 
Choinka, rozdawanie prezentów "przed słodkim" i śpiewanie kolęd.
Dzień ważny, taki na który się czeka i... który jest trudny. Do zorganizowania, do pogodzenia wszystkich oczekiwań i potrzeb. Zawód. Jeden, drugi, trzeci. Na przykład taki, że dostało się "tylko" tyle,  że mimo wielu trafionych prezentów nie było takiego, że ach. Z tego na szczęście już chyba wyrosłam :).
Tradycję kształtuję teraz ja. Szukam rozwiązań i usiłuję je apodyktycznie narzucać. Nie wychodzi mi to do końca dobrze. To nie jest  dobry trop. Z apodyktycznością mi nie po drodze.
Ale to prawda. Mam swój udział w kształtowaniu tradycji. Przekonałam się o tym parę, a może już paręnaście lat temu. Strasznie zapracowana, zaganiana postanowiłam któregoś roku zrezygnować z upieczenia pierniczków. Przecież nie były tradycyjne, w domu mojej babci i mojej mamy ich nie było, to ja z dziećmi zaczęłam je piec. Wg. przepisu muszą trochę poleżeć - robiliśmy je zazwyczaj na początku grudnia. Moje dzieci zorientowały się parę dni przed Wigilią: Mamo, a czemu nie ma pierniczków? Jak to? To niemożliwe, że ich w tym roku nie będzie!


To jedno z moich ulubionych wspomnień związanych ze świętami Bożego Narodzenia. Uczucie radości, że jest to dla nich ważne, że jest to nasze, że dołożyłam swój kamyczek do tradycji. Upiekliśmy je wtedy. Chyba niekoniecznie wymagają leżakowania. Były dobre jak zwykle. Nasze ulubione :).


Pierniczki

składniki na jedną sporą puszkę:
  • 350 g mąki pszennej
  • 180 g miodu (pół szklanki)
  • 1 łyżka masła
  • 1 jajko (najlepiej z wolnego wybiegu)
  • 100 g cukru
  • 1/2 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika 
 Mąkę wsypać do miski. Miód doprowadzić do wrzenia, wlać do mąki. Dobrze wymieszać nożem. Jak już trochę przestygnie, dodać resztę składników i pracowicie wyrobić ciasto.Wygniatać energicznie i długo (robię to mikserem). Ciasto rozwałkowywać cieniutko (1-2 mm) leciutko podsypując mąką.Wycinać ciasteczka. Układać na zimnej, posmarowanej masłem blasze (albo na macie silikonowej).Piec w temperaturze 165 stopni z termoobiegiem na jasnobrązowy kolor przez ok. 8 minut. Pierniczki są jasne, za ciemne są przepieczone i robią się gorzkawe. Przechowywać w puszce.


 Bardzo lubimy te pierniczki. Są kruche, słodkie, smaczne. Zawsze pieczemy je z więcej niż jednej proporcji. To cały rytuał i zabawa. Rodzinne wałkowanie, wybieranie foremek, wycinanie ciasteczek i pieczenie. W surowych można zrobić dziurkę rurką do napojów - wtedy można je wieszać. Świetnie się do tego nadają pod warunkiem, że nie użyjemy ostrej nitki, tylko muliny, kordonka, wełny lub jakiejś podobnej. Pięknie wychodzą udekorowane lukrem.


Pierniczki te rozwałkowane cieniutko prawie nie rosną i praktycznie nadają się od razu do zjedzenia. Jeśli ciasto będzie grubsze, to urosną i trochę zmienią kształt. Wtedy od razu po upieczniu robią się twarde i muszą poleżeć.
Praktycznie się nie psują.
Ciasto od razu po zagnieceniu nadaje się do pieczenia, ale też można je zawinąć w folię (żeby nie wyschło) i przechować w lodówce. Tydzień na pewno wytrzyma, sądzę że też dłużej.
Inspiracją był przepis na pierniczki całuski z książki "Wigilia" Hanny Szymanderskiej.

Pierniczki biorą udział w tegorocznym Festiwalu Pierniczków:



świetnie nadają się na prezenty:

 
 
są jak najbardziej wegetariańskie i wigilijne:



i na jeden kęs:

Ciastka na jeden kęs - NAGRODA

niedziela, 25 listopada 2012

Krajanka piernikowa Bajaderki na 1. urodziny.

Mój pierwszy rok z blogowaniem minął. 
Och, na pewno nauczyłam się mnóstwa rzeczy. I jest dużo, których bym się chciała nauczyć. Poznałam (przynajmniej wirtualnie) nowe, fajne osoby. Miałam radości związane z blogiem, ale też uczucia porażki. Sukcesy (czasami dla mnie zaskakujące) i popełniałam błędy. Tak się zastanawiam, czy chciałam rzucić pisanie blogu? Chyba nie. Raczej ogarniała mnie frustracja, że nie nadążam ze wszystkim, na co mam pomysły. Też niepewność, czy to co wymyśliłam, będzie się Wam podobać. 
Bo piszę ten blog dla siebie, dla swojej satysfakcji, ale wynikającej z tego, że ktoś na niego zagląda, że komuś się podoba, że może skorzysta z przepisu albo się uśmiechnie. To ważne, mieć coś swojego, co napędza do działania, powoduje, że chcę coś w sobie udoskonalić. 
Dalej nie potrafię do końca odpowiedzieć na pytanie: po co mi to. A już na pewno nie wiem, w jakim celu. Te pytania pojawiają się od początku mojej przygody i sama nie wiem, czy boję się podrążyć i sobie na nie odpowiedzieć, czy rzeczywiście nie umiem. 


Myślałam, że nie będę obchodzić rocznic blogu. Bo niby dlaczego nie jedenastomiesięcznic? Albo trzyletnic? Z drugiej strony to fajny pretekst do stworzenia blogowej tradycji: co roku, w okolicach 25 listopada będzie się pojawiał przepis na coś pysznego. Nie zawsze tort :).
 W tym roku chciałam Wam przypomnieć/pokazać krajankę piernikową Bajaderki. Bo jest tego warta. Bo zdążycie ją zrobić,żeby była akurat na Święta. Już osoba autorki obiecuje smakowitość wielką. Wierzcie, jest to jeden z lepszych przepisów, które od niej przejęłam. 



Krajanka piernikowa Bajaderki
 składniki:
  • ciasto:
    • 3 i 1/3 szklanki mąki
    • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 1 łyżka cynamonu
    • 1 łyżeczka kardamonu
    • 1 łyżeczka imbiru
    • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
    • 1/2 łyżeczki goździków
    • 1/4 łyżeczki pieprzu
    • 1/4 łyżeczki ziela angielskiego
    • szczypta soli
    • 1/2 szklanki (180 g) miodu
    • 1/2 szklanki cukru
    • 125 g masła
    • 1 jajo
  • przekładanie marcepanowe
    • 225 g marcepanu
    • 1/4 szklanki cukru
    • 2 żółtka
    • 1/3 szklanki mąki
    • 1 łyżka mleka
    • 1 łyżka soku z pomarańczy
    • 1 łyżka soku z cytryny
    • ew. 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
  • powidła śliwkowe (ok. 1 słoik 300 ml)
  • lukier:
    • 1 szklanka cukru pudru
    • 3 łyżki koniaku lub brandy
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni (z termoobiegiem, bez niego do 190 stopni).
Macepan rozetrzeć ze wszystkimi składnikami (robię to w malakserze) i odstawić.
Mąkę wymieszać z proszkiem, sodą i solą.
W dość dużym garnku rozgrzać masło z miodem i cukrem (do rozpuszczenia tego ostatniego - nie zagotować). Zdjąć z ognia. Dodać przyprawy korzenne, dobrze wymieszać. Dodać mieszając partiami mąkę. Lekko przestudzić. Dodać jajko, dobrze wymieszać. Dotychczas potrzebny był rondel i łyżka. Teraz przełożyć ciasto na stolnicę (ew. lekko podsypać mąką), wyrobić, przekroić na dwie części i jeszcze ciepłe rozwałkować na prostokąt mniej więcej o wymiarach 24 x 32 cm. Najpierw pierwszą część. Dużą płaską blachę wyłożyć papierem do pieczenia lub matą silikonową. Położyć na niej pierwszy kawałek ciasta. Rozsmarować na nim przekładanie marcepanowe zachowując mniej więcej 1 cm margines. Na masie marcepanowej rozsmarować powidła. Rozwałkować drugą część ciasta na taki sam prostokąt. Przykryć ciasto z przekładaniem. Docisnąć dookoła zlepiając brzegi. Piec ok. 25-30 minut. Pod koniec pieczenia rozetrzeć cukier z koniakiem. Wyjąć ciasto z piekarnika i jeszcze gorące posmarować lukrem. Zostawić odkryte na co najmniej 8 godzin (najlepiej na noc?). Następnego dnia pokroić na małe kwadraciki o boku 2-3cm. Brzegi zjeść od razu, resztę włożyć do puszki wyłożonej pergaminem. Odłożyć na 2-3 tygodnie (naprawdę po tym czasie jest jeszcze lepsza niż od razu).


Krajanka nigdy mi się nie zepsuła (chyba jej rekord to 5 tygodni - musiałam ją dobrze schować, że się nikt nie dobrał i nie wyjadł ;) ), ale przechowuję ją w spiżarce (gdzie jest zimnej niż w pozostałej części domu). Zdarzyło mi się zapomnieć przełożyć ją powidłami - sami nie wiemy, czy nie była lepsza. Zdarza mi się robić po prostu dwie - jedną z powidłami, drugą tylko z masą marcepanową. Na niej można ułożyć skórkę pomarańczową, orzechy, rodzynki lub na przykład suszoną żurawinę. Co komu w duszy gra.

Wszystkie przyprawy wymienione w przepisie występują w postaci mielonej (np. goździki rozcieram w moździerzu i odmierzam już rozdrobnione).


 Z krajanką dołączam się do Korzennego Tygodnia Ptasi:

 

Krajanka jest cudem pyszności, ma w sobie miód i cynamon:

  Cud, miód i cynamon

Krajanka Bajaderki - w przepisie powyżej zmniejszyłam ilość cukru w stosunku do orginału.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Lukier do pierniczków

 Lukier do sklejania lub ozdabiania.


Musi mieć dobrą konsystencję, bo jeśli nie ma, to nie wychodzi to, co chcemy zrobić. Ten powyżej jest do sklejania choinek - gęstszy niż do rysowania wzorków.  Robię go od lat i bawię się w ozdabianie pierniczków. Można dodać do niego jadalne barwniki (w paście lub w proszku) i ciasteczka robią się bajecznie kolorowe. Moje zazwyczaj są białe. Pewnie z powodu lenistwa (poziom niemałego i tak przy lukrowaniu bałaganu znacznie wzrasta ;-) ) i podświadomego niepokoju, jak zareaguje moja rodzina alergików na barwniki. Niby nigdy nic się nie stało, ale... skoro można usprawiedliwić lenistwo, to dlaczego nie?
Cukier użyty do lukru nie może mieć grudek, bo zatykają się narzędzia, którymi ozdabiamy. Chyba, że ktoś nanosi go wykałaczką - też to praktykowałam wcale z niezłym skutkiem. Kiedyś był podobno taki w sprzedaży, chyba zniknął. Już wolę przesiać go po prostu za każdym razem przez sitko, niż szukać w sklepach trudno dostępnego akurat tej a nie innej firmy. 

Lukier
Składniki:
  • 1 białko jaja
  • 1 szklanka przesianego cukru pudru
Ucierać białko z cukrem aż stanie się białe i błyszczące. Trwa to dość długo, co najmniej 5 minut. Jeśli lukier jest za rzadki, trzeba dodać więcej cukru (do klejenia choinek dodaję w sumie 1 i 1/2 szklanki ). Jeśli jest za gęsty, dodawać po kropli wrzącej wody i mieszać aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Najlepszy jest dopiero co zrobiony, ale można go przykryć folią i przechowywać w lodówce. 


To najprostszy przepis na lukier do ozdabiania, jaki znam. Zawdzięczam go Bajaderce. Bardzo dobrze się sprawdza. 


Ozdabianie pierniczków - są właściwie dwa ozdabiania pierniczków. Jedno, to z dziećmi, rodziną i znajomymi. Impreza totalna. Piecze się dużo pierniczków, kręci lukier, najlepiej jeszcze go barwi i sadza imprezowiczów wokół stołu, który można potem umyć. Wskazane, aby wszyscy mieli fartuchy. Pierniczki nie wychodzą może jak spod ręki artysty, ale frajdy jest co niemiara. 


Drugie ozdabianie, to moje ozdabianie nocne. W domu cicho, nikt mi nie przeszkadza, a ja się bawię. Biorę pierniczki i maluję. Talentu wybitnego nie mam, ale cieszy mnie wymyślanie coraz to nowych wzorów. Bo jakoś tak dziwnie się dzieje, że nawet jak ozdabiam mnóstwo, to raczej nie ma dwóch takich samych. Zupełnie nie wiem dlaczego? :D.



W tym roku miałam nie ozdabiać, ale został mi lukier po choinkach. Wlałam do niego wrzątku, wymieszałam i... tylko parę. Naprawdę nie było idealnie. Lukier wyszedł za rzadki, grudka mu się czasami zdarzyła, ale... Cieszę się, że choć trochę mi się udało pobawić. Was też namawiam.



 

Piernikowe choinki.

Bardzo lubię takie choineczki. Prawda, że są urocze? Jednak tym razem to nie one będą bohaterkami.



Widać w moim przypadku z pierniczkami "nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go". Piekę je co roku tylko w okolicach świąt Bożego Narodzenia. To takie wybitnie sezonowe ciasteczka. I zawsze eksperymentuję. Mimo, że wydawało mi się, że tym razem na pewno nie będę miała czasu na nowości - nie wytrzymałam. Wypróbowałam przepis Beaty Lipov na choinki. I? I wyszły bardzo dobre pierniczki. Do powtarzania, jak to orzekły dzieci. Czyli nie tylko dało się zjeść, ale były na tyle dobre, że warto zachować przepis. To duży komplement, bo dobrych pierniczków pojawiało się u nas sporo i mojemu potomstwu niełatwo dogodzić. Liczyłam wprawdzie, że wreszcie trafię na pasujące mi ciasto, które nie rośnie (wszak miały być choinki), ale tu się zawiodłam. Pierniczki urosły. Nie jakoś bardzo, ale jednak.Tak myślę... Może jednak pierniczki na choinki powinny być troszkę puchate? I może jest to ciasto na nie idealne?


Pierniczkowe choinki piekłam już nie pierwszy raz. Dodają świętom uroku, bardzo je lubimy. Czasem wychodzą mi krzywe, jakby wiatr wiał podczas ich tworzenia. Nigdy nie są idealne. Cóż, zazwyczaj to co zrobię (upiekę, ugotuję) wygląda nie do końca tak, jakbym chciała. :D Za to smakuje na szczęście całkiem ok.


Choinki robi się bardzo prosto. Wystarczy mieć komplet coraz to mniejszych foremek gwiazdek. Jeśli chcę zrobić choinkę, to piekę po dwie każdej wielkości plus jedną najmniejszą dodatkowo na czubek.



Potem ustawiam je jedna na drugiej, żeby ramiona jednej gwiazdki były na miejscu między ramionami drugiej.



Sklejam lukrem, doklejam gwiazdkę - czubek na samej górze. To jest najtrudniejsze z całej zabawy. No może obok lekkiego zwichrowania bocznego - trzeba choinkę od razu po sklejeniu obejrzeć ze wszystkich stron. Czasami jeszcze dodatkowo ozdabiam.

Z ciastami na pierniczki mam pewien kłopot. Zawsze wydają mi się za rzadkie i dodaję dużo więcej mąki niż w przepisie. Na szczęście jakimś cudem nigdy nie wyszły mi niesmaczne. Tak było i tym razem. To co zagniotłam wg. przepisu było lejące. Nijak nie przypominało takiego do wałkowania. Dodałam 2 szklanki mąki.
Drugi problem jaki mam, to mierzenie miodu szklankami. Jest on tak klejący, że aż strach. Przeliczam zawsze te szklanki na gramy i go ważę (1 szklanka miodu to 360g). Może ta metoda powoduje, że daję go jednak więcej i stąd konieczność dodania mąki?

Pierniczki
  • 1 i 1/2 szklanki czyli 540 g miodu
  • 150 g masła
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 opakowanie przyprawy do pierników
  • 840 g mąki (czyli 1/2 kg z przepisu + moje dodatkowe 2 szklanki)
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 1 jajko
Mąkę przesiać, wymieszać z sodą i solą.
Miód  podgrzać (nie zagotować) od czasu do czasu mieszając z masłem, cukrem i przyprawą do pierników. Odstawić do ostygnięcia. Wlać do mąki, dodać lekko roztrzepane jajko i wyrobić gładkie, elastyczne i lśniące ciasto.
Rozwałkować podsypując mąką na grubość ok. 1 cm - może trochę mniej. Wyciąć kształty. Układać z odstępami - trochę rosną. Piec na macie silikonowej lub papierze do pieczenia ok. 15 minut w 180 stopniach (z termoobiegiem 160-170 stopni). Studzić na kratce.
Po wystudzeniu sklejać lukrem.



Z tego ciasta wychodzą też fajne pierniczki w innych kształtach. Nie trzeba koniecznie piec choinek. :)
Autorka przepisu piecze kółka i z nich skleja drzewka, ale wychodzą bardziej przysadziste. Wolę swoje smuklejsze z gwiazdek.  
Jeszcze lukier... O lukrze będzie niedługo... Już jest!

sobota, 17 grudnia 2011

Jasełka i piernik.

Lubicie te wszystkie "wigilie" przed świętami? Przedszkole, zuchy, szkoła, praca? Wszystko skomasowane w ostatnich tygodniach przed Bożym Narodzeniem, gdy czas mnie goni bardziej niż zwykle?
Przyznam się, że kiedyś ich nie lubiłam, teraz mam coraz bardziej mieszane uczucia. Wzruszają mnie moje dzieci z wielkim przejęciem wypowiadające swoje kwestie w jasełkach i śpiewające kolędy. Coraz lepiej znam i lubię rodziców ich koleżanek i kolegów, więc rzadziej stoję jak kołek, a częściej jest to spotkanie z miłymi mi ludźmi i okazja do porozmawiania. To lubię. Nie lubię natomiast dzielić się pięćset tysięcy razy opłatkiem i składać życzenia komuś, kogo znam tylko z widzenia. Pewnie, że nie życzę mu źle, lecz naprawdę nie wiem, co go ucieszy i życzenia wychodzą zdawkowe. Chyba się starzeję, w szkole średniej potrafiłam godziny całe spędzić na składaniu życzeń. :). Nie lubię też myśleć, że właściwie powinnam teraz siedzieć w kuchni, bo potem zarwę parę nocek, będę nieprzytomna i zmęczona, a nie ciesząca się świętami. Stanowczo czekam aż wszystkie moje dzieci zaczną spędzać te spotkania bez rodziców.
Zazwyczaj powinnam przynieść coś do jedzenia. Jeśli mogę, wybieram pieczenie ciasta, a nie krojenie sałatek czy lepienie pierogów. Wystarczy, że zrobię je na "moje święta". Staram się wymyśleć coś mało pracochłonnego. Z drugiej strony jestem kuchenną ryzykantką - jak już mam coś robić, to niech ja też mam trochę przyjemności i eksperymentuję z nowymi dla mnie potrawami. Na szczęście rzadko muszę robić coś kolejnego, bo eksperyment okazał się totalną porażką :D. Tym razem się udało i to podwójnie. Załapałam się na ciasto, a nie żmudne lepienie lub krojenie. I wyszło wspaniale. No może się troszkę kleiło i lepiej było mieć talerzyk, ale do smaku nie można było się przyczepić. Coś pysznego.


Piernik drożdżowy przekładany powidłami śliwkowymi z polewą 
Ciasto:
  • 60 g drożdży
  • 6 żółtek 
  • 6 białek
  • 230 ml (niepełna szklanka) cukru
  • 3/4 szklanki miodu
  • 3/4 szklanki oleju
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 opakownie przyprawy do pierników
Przełożenie: 
  • 2 niecałe słoiki dżemowe powideł śliwkowych  (takie po ok. 280 ml)
Polewa:
  • 125 g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 4 i 1/2 łyżki kawy inki
  • 3 łyżki wody
Drożdże rozetrzeć z dwiema łyżkami cukru i odstawić.
Mąkę wymieszać z sodą i przyprawami.
Żółtka ubić z resztą cukru. Cały czas powoli ubijając dodać drożdże z cukrem, olej i miód. Ma być dokładnie zmiksowane. Dodać mąkę z dodatkami i dokładnie wymieszać.
Ubić pianę z białek. Delikatnie wymieszać z ciastem.
Formy wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Wlać ciasto do 2/3 wysokości.
Piec ok. 50 minut w temperaturze 180 stopni. Wyjąć, jak patyczek włożony do ciasta będzie suchy.
Studzić na kratce.

Jak ciasto już wystygnie, przekroić na trzy części. Przełożyć powidłami.

Przygotować polewę. Wszystkie składniki rozpuścić w rondelku. Gotować od czasu do czasu mieszając przez 5 minut. Ma nie kipieć, ale też musi wyraźnie bulgotać. Robię to z zegarkiem w ręku. To nie jest najprostsza pod słońcem polewa i te 5 minut jest ważne. Na początku płynie, za długo gotowana po zastygnięciu potrafi się kruszyć. Na szczęście nie ma specjalnych skłonności do przypalania. Zaś przede wszystkim jest bardzo smaczna. Właśnie z dodatkiem kawy inki. Można ją robić też z kakao, ale ja wolę w tej wersji (a poza tym uczuleni na czekoladę też mogą ją jeść).

Gorącą polewą polać ciasto. Uwaga spływa. To co spłynie podjadamy, jak wystygnie :D.

Podawać następnego dnia albo później. Niech ciasto ma czas przegryźć się.


Przepis na piernik jest autorstwa Malinny. Zupełnie nie wiem, dlaczego dopiero teraz go upiekłam. Całe szczęście, że nie przegapiłam w ogóle. Na pewno wart jest grzechu.
Piekłam w dwóch keksówkach. Jedna miała wymiary 30x11x8   , zaś druga, mniejsza 21,6x11,4x6,35.
Używam przyprawy do piernika firmy Kotany. Jedyna jaką znalazłam bez dodatku cukru. Jeśli jej nie mogę dostać, mieszam korzenie sama.


Czy renifery lubią piernik? Te się tego nie dowiedzą. Na ten ostatni kawałek było czworo chętnych. Sami rozumiecie, że dla nich nic nie zostało :D.

Nadziewane pierniczki

Ciasteczka są pyszne. Akurat jest czas, by zrobić je na święta. Zdążą poleżeć i nabrać smaku, a nie zdążą się zepsuć. Co roku eksperymentuję poszukując pierniczka idealnego. Jeszcze takiego nie znalazłam, choć wiele było wspaniałych. To jedne z nich.


Nadziewane pierniczki
Pierniczki: 
  • 1/2 kg mąki
  • 4 żółtka
  • 2 białka
  • 3/4 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao (można zastąpić kawą inką - to wersja dla uczuleniowców kakaowych)
  • 100 ml śmietany 18%
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków (można utłuc w moździerzu albo młotkiem w ściereczce na desce)
  • 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1/4 łyżeczki mielonego pieprzu
  • 125 g masła
  • 200 g miodu
Nadzienie:
  •  225 g marcepanu
  • 1/4 szklanki cukru 
  • 2 żółtka
  • 1/3 szklanki mąki
  • 1 łyżka mleka
  • 1 łyżka soku z pomarańczy
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka ekstraktu z migdałów (niekoniecznie)
Lukier:
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 i 1/2 łyżki koniaku
Pierniczki:
Miód zagotować z przyprawami. Włożyć masło i poczekać, aby się rozpuściło (można czasem pomieszać). Zostawić do wystygnięcia.
Do śmietany (powinna mieć temperaturę pokojową) dodać sodę i wymieszać - trzeba to robić w sporym naczyniu, bo zwiększa swoją objętość.
Ubić pianę z białek. Ubijając dodać cukier i żółtka (po jednym).
Teraz mieszanie: Najpierw mąkę z kakao, dodać do nich jajka z cukrem, miód z przyprawami i masłem, a na końcu śmietanę z sodą. Ma powstać jednolita, dość rzadka masa. Trzeba ją zostawić w chłodnym miejscu na 24 godziny, aż zgęstnieje.  
Rozwałkowywać podsypując mąką na grubość 2-3 mm. Wycinać pierniczki. Na jednym układać trochę nadzienia, przykrywać drugim, przyciskać naokoło, żeby się skleiły.
Tym razem wykrawałam okręgiem o średnicy 8 cm (moczyłam w mące, bo ciasto się lepiło) i wkładałam kopiastą łyżeczkę nadzienia. Starałam się podsypywać mąką od spodu, żeby mi się ciasto do stolnicy nie przyklejało, a mniej od góry. Potem tą górą do siebie składałam kółka, żeby się zlepiły. Wyszły, jak widać na zdjęciach nie najmniejsze - trzeba je chyba będzie kroić na kawałki ;).
 Blachę wyłożyć matą silikonową lub papierem do pieczenia. Posypać cieniutko mąką. Układać ciasteczka zachowując odstęp - sporo rosną we wszystkie strony. Piec w temperaturze 190 stopni (z termoobiegiem) lub 200 bez niego przez ok. 10 minut. Studzić na kratce. Jeszcze gorące polukrować. Zostawić do wyschnięcia. Włożyć do puszki. Przechowywać w raczej chłodnym miejscu (o ile się da). Choć wydaje mi się, że tydzień powinny wytrzymać w temperaturze pokojowej.
Widać, że tym razem zapomniałam o lukrze? Żałuję. Zjadłam tego rozkrojonego pierniczka ze zdjęcia i naprawdę byłby lepszy polukrowany. Może jeszcze spróbuję nadrobić, choć są dużo lepsze efekty, gdy robi się to na gorąco. 


Nadzienie:
Marcepan rozetrzeć z cukrem. Dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.
Tradycyjnie robię to malakserem. 

Lukier:
Cukier utrzeć z koniakiem. Jeśli za gęsty, dodać więcej alkoholu, jeśli za rzadki - cukru.

Warianty:
Można oczywiście eksperymentować z innymi nadzieniami i lukrami. Mi się jeszcze sprawdziły takie połączenia:
  • powidła śliwkowe i polewa czekoladowa 
  • dżem morelowy i lukier z koniakiem
  • dżem z czarnej porzeczki i lukier z arakiem 
Bazowałam na przepisach  Kaeru i Bajaderki.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...