Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 maja 2014

Ciasto jaglane z rabarbarem - bez glutenu, jajek i nabiału



Są ludzie i są parapety, mawia moja najstarsza córka. I coś w tym jest. Czasami ktoś, o którym myślę, że jest fajny, miły, dobry, zachowuje się tak, że aż mnie zatyka ze zdziwienia, że tak można. No i okazuje się, że nie ludź, a parapet. I co z tym zrobić? Przejąć się? Szkoda nerwów. Potraktować "siłom i godnościom osobistom"? Tak lepiej. Tylko, żeby naprawdę, żeby w środku czuć, że nie boli, a nie tylko pokazywać, że wszystko w porządku. 
A żeby w środku nie bolało, to trzeba mieć gdzie ładować akumulatory. Mieć grono, na które można liczyć. Z którym beczkę soli się zjadło i o którym wiadomo, że jak naprawdę coś się stanie, to nie zostanie się samemu. Nawet jeśli w zaganianiu codziennym nie ma czasu na częste kontakty, spotkania. 
Mam to szczęście, że w moim życiu są ludzie ważni dla mnie i mi życzliwi. Tak to czuję i dobrze mi z tym. I nawet, jak ktoś zachowuje się, jak parapet, to bardzo się tym nie przejmuję :). 
Klaudyna ogłosiła akcję "Kasza jaglana na słodko". Już myślałam, że się nie wyrobię, mimo że miałam pomysł i składniki. I wtedy okazało się, że jedna z osób, która jest dla mnie ważna (i która na pewno nie jest parapetem) nie powinna jeść glutenu. No a poza tym dziś Światowy Dzień Pieczenia Wprawdzie te wszystkie dni czegoś, to jakaś hucpa, ale... upieczenie czegoś dla ważnej osoby, to fajna rzecz. Specjalnie dla Asi:



 Ciasto jaglane z rabarbarem

składniki na tortownicę o średnicy 24 cm:
  • ciasto:
    • 1,5 szklanki kaszy jaglanej
    • 0,5 szklanki + 9 łyżek cukru trzcinowego demerara (czyli 260 ml)
    • 0,5 szklanki mąki kukurydzianej
    • 5 łyżek mąki ziemniaczanej
    • 1 kg rabarbaru
    • 0,5 łyżeczki mielonego kardamonu
    • 0,25 łyżeczki mielonego cynamonu
    • 80 g masła + do wysmarowania tortownicy (lub margaryny bezmlecznej)
  • sos:
    • 150 ml jogurtu naturalnego
    • 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
    • 0,25 łyżeczki mielonego kardamonu
    • szczypta mielonego cynamonu
Ugotować 1 szklankę kaszy jaglanej (do garnka wlać trochę oleju, wsypać 1 szklankę kaszy, chwilę poprażyć mieszając, zalać 2 szklankami wrzątku, wsypać dużą szczyptę soli, przykryć i na małym ogniu gotować 20 minut). Zostawić do ostygnięcia.
Tortownicę wysmarować tłuszczem.
Piekarnik rozgrzać do 170°C (z termoobiegiem) lub 180°C  (bez).
Ugotowaną kaszę wymieszać z 0,5 szklanki surowej, 0,5 szklanki mąki kukurydzianej, 0,5 szklanki cukru trzcinowego i 3 łyżkami mąki ziemniaczanej. 3,5 szklanki powstałej mieszaniny zmiksować (nie musi być bardzo dokładnie) i wyłożyć nią dno tortownicy. Wyrównać.
Rabarbar umyć, odciąć liście i obrać. Pokroić na 2-3 mm plasterki. Wymieszać z 2 łyżkami mąki ziemniaczanej, 6 łyżkami cukru, 0,5 łyżeczki kardamonu i 0,25 łyżeczki cynamonu. Ułożyć w tortownicy. Posypać pozostałą (niezmieloną) częścią kaszy z dodatkami. Całość posypać 3 łyżkami cukru. Masło (lub margarynę) pokroić na plasterki i ułożyć na wierzchu ciasta. Piec 40 minut, potem odkryć i piec aż wierzch się przyrumieni (trwa to ok. 20 - 30 minut). Studzić na kratce (przed wyjęciem z tortownicy odczekać co najmniej 10 - 15 minut).
W czasie pieczenia przygotować sos: jogurt wymieszać z cukrem z wanilią, kardamonem i cynamonem.
Ciasto można podawać ciepłe lub letnie. Pyszne samo i z jogurtowym sosem.


Użyłam masła, bo my możemy je jeść. Jednak, gdy nie jest dozwolony nabiał w żadnej postaci, można je zastąpić margaryną bezmleczną.
1 szklanka surowej kaszy, to po ugotowaniu ok. 4 szklanki.
Opracowując przepis wzorowałam się na przepisie na szarlotkę jaglaną Olgi Smile.


”kasza
Rabarbalove

czwartek, 8 maja 2014

Bezglutenowe ciasto kokosowe

Dygresja 1.: Cukier krzepi - to hasło reklamowe wymyślone w okresie międzywojennym przez Melchiora Wańkowicza. Zarabiał też na reklamie - z czegoś trzeba żyć. Wtedy cukier to było samo dobro. 

Jestem już tym zmęczona i zaczynam mieć sieczkę w głowie. Chodzi o wszelkie publikacje, mody na temat co jeść, a czego nie. Co jest zdrowe, a czego unikać. I nie chodzi mi tu o konserwanty i chemię, o szprycowanie produktów, które mają dłużej poleżeć w sklepie. To zdzierżę. Chodzi mi o wszelkie: nie jedz pszenicy, nabiału, mięso prowadzi do śmierci, masło to zabójca, lepsza margaryna, margaryna jest szkodliwa, lekarze kłamią, szczepić dzieci nie należy. 

Dygresja 2.: moja malutka córeczka (miała niecałe pół roku, jak zachorowała) została zarażona wzw B. Wtedy jeszcze nie szczepiono przeciwko niej dzieci. Mieliśmy wszyscy szczęście, mała wyeliminowała wirusa w pierwszym możliwym momencie (czasem tak się zdarza). To straszna choroba. Mogła się zakończyć zniszczoną wątrobą i jej nowotworem, miałam tę świadomość. Myślicie, że jestem przeciwniczką szczepień?

We wszystkim należy zachować umiar. Bo przesada szkodzi. Wprawdzie przemawia do mnie, że warto swoją dietę oprzeć na produktach lokalnych (lepsza kasza jaglana niż quinoa - to akurat nie ze względów zdrowotnych), ale czasem można też i od tej zasady odstąpić.

Dygresja 3.: wiecie, że ktoś badając zawartość żelaza w szpinaku pomylił się o rząd wielkości (źle postawił przecinek)? Przez około 100 lat byliśmy katowani szaroburozielonymi, stającymi w gardle papkami (jakby nie można było smaczniej) w szkole i przedszkolu, bo będziesz strażakiem, jak będziesz jadł szpinak. Dopiero po długim czasie ktoś wpadł na pomysł, żeby zweryfikować tamte badania. I jak tu wierzyć w naukę i naukowców? 

Wprawdzie bezglutenowe (modnie), ale z  mleka (fuj, niemodnie) w dodatku słodzonego (o zgrozo). I jeszcze jajka! Z wiórkami kokosowymi i czekoladą (ratunku, nielokalne). Za to pyszne, w miarę łatwe i zachwycające z tego powodu, że właściwie bez wysiłku, jakby mimochodem tworzy się warstwa ciastowa i kremowa. I obie takie równiutkie.


Ciasto kokosowe 

składniki na małą formę keksówkę: 
  • ciasto:
    • puszka mleka skondensowanego słodzonego (ok.400-530 g)
    • 300 ml mleka
    • 2 jajka
    • 130 g wiórków kokosowych
  • polewa:
    • 100 g czekolady gorzkiej 
    • 50 ml śmietanki
  • odrobina tłuszczu (masła, bezsmakowego oleju) do wysmarowania formy
Piekarnik rozgrzać do 170°C (z termoobiegiem) lub 180°C  (bez).
Formę wysmarować tłuszczem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Wszystkie składniki ciasta dobrze wymieszać i wlać do foremki. Foremkę włożyć do większej, do której nalać wody do takiego poziomu, ile mniej więcej chce się mieć w cieście warstwy kremowej. Wstawić do piekarnika. Piec 1 godzinę i 20 minut. Gdy wierzch zacznie się rumienić, warto ciasto przykryć folią aluminiową. Wystudzić. Wyjąć z formy, dobrze schłodzić w lodówce . 
Przygotować polewę: roztopić czekoladę w śmietance (wlać do garnka śmietankę, wrzucić do niego połamaną na kawałki czekoladę, podgrzewać mieszając do uzyskania jednolitej masy). Pokryć nią schłodzone ciasto. Ew. udekorować. Poczekać aż zastygnie.
Wg. mnie lepiej smakuje trzymane w lodówce.



Piekę to ciasto w foremce o rozmiarach 12x26x6 cm.
Gdy wykładam foremkę papierem, to tnę go na trzy kawałki. Jeden duży, który pokrywa większość powierzchni (tak samo jak przy pieczeniu chleba razowego - tam są zdjęcia foremki z papierem). Dwa przykrywające boki niewiele pod ten duży zachodzące. To zdaje egzamin i ciasto wychodzi równiejsze. Wcześniej wykładałam foremkę jednym sporym kawałkiem papieru. W sumie też było dobrze, tylko mniej pięknie.
Rozmiary foremki są orientacyjne. Ciasto nie wypełnia jej całej, nie rośnie, więc spokojnie może być mniejsza - wtedy ciasto będzie wyższe.
Zawsze piekłam to ciasto z mleka skondensowanego słodzonego polskiego, które niezmiennie od dawna jest w sklepach nie zwracając uwagi na wagę (teraz wiem, że to 530 g). Ostatnio kupiłam jakieś inne ("mojego" nie było), miało ok. 400 g, nie zwróciłam uwagi, że jest go mniej i upiekłam. Właściwie nie zauważyłam różnicy w cieście (choć oczywiście musiało być go mniej).
Polewy jest dużo. Zastanawiam się, czy następnym razem nie zrobić jej z połowy proporcji (50 g czekolady i 25 ml śmietanki) i pokryć tylko wierzch ciasta (pominąć boki). Teoretycznie śmietanka powinna mieć 30% tłuszczu, ale zdarzało mi się używać takiej z zawartością 12% i też było dobrze.
Przepis podrzuciła mi dawno znajoma, która znalazła go na blogu Moje wypieki.
  

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ciasto z gruszkami dla alergika.

Ciasto z gruszkami w grudniu? Komuś się coś pomyliło? Wychodzi, że mnie. Że jestem koszmarnie spóźniona, tak ze dwa miesiące. Niedawno kończyłam pakować do słoików ukochaną przez nas marmoladę gruszkową... Strasznie to stresujące, bo można nie zdążyć na święta i co? Przepadną? Dzieci by mi chyba tego nie darowały...
Z tymi gruszkami wcale tak bardzo zapóźniona nie jestem. Dalej u mnie na bazarze pewna pani sprzedaje pyszne konferencje w bardzo przyjemnej cenie. W "100 smakołykach alergika" jest ciasto. Przepiękne, z kawą, z bardzo intrygująco zapieczonymi gruszkami. Kusiło mnie, kusiło. I mimo mojego totalnego tegorocznego spóźnienia, upiekłam. 


Ciasto z gruszkami

składniki na formę o wymiarach ok. 23,5 x 13,3 x 7 cm:
  • 4-5 gruszek (u mnie 10, ale naprawdę małych)
  • syrop:
    • 3/4 litra wody
    • 200 g cukru
  • ciasto:
    • 300 g mąki pszennej
    • 140 g cukru
    • 60 g rozpuszczonej margaryny bezmlecznej lub klarowanego masła (użyłam masła)
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 1 łyżeczka sody
    • 240 ml wody lub mleka roślinnego (nie ryżowego) - u mnie zwykłe mleko
    • 20 ml likieru gruszkowego (opcjonalnie) - użyłam 10 ml ekstraktu waniliowego
    • 1 łyżeczka cynamonu
    • 1/2 łyżeczki mielonej kawy
    • 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
    • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
    • tłuszcz do wysmarowania formy
    • bułka tarta do wysypania formy (o niej zapomniałam - ciasto i tak pięknie odeszło)
Gruszki umyć i obrać. W garnku wymieszać składniki syropu, włożyć owoce, doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu 15 minut. Wyjąć gruszki i odstawić aż trochę przestygną.
Piekarnik rozgrzać do 170 stopni (z termoobiegiem, jeśli bez - należy temperaturę zwiększyć do 190 stopni)
Formę natłuścić i wysypać tartą bułką.  Składniki ciasta zmiksować na gładką masę. Masę przełożyć do formy (nie powinna sięgać wyżej niż do połowy wysokości - sporo rośnie). Do ciasta wcisnąć gruszki zachowując odstępy między owocami.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 35 - 40 minut. Patyczek włożony do ciasta (trzeba uważać, żeby nie trafić w gruszkę), powinien być suchy. Studzić na kratce.
Szkoda mi było wylać syropu po gotowaniu gruszek i pomieszałam go z 3/4 litra wody lekko gazowanej. Wyszedł całkiem smaczny napój. Jeszcze lepszy z dodatkiem soku z cytryny.

 
Ciasto mi nie wyszło tak widowiskowo, jak autorce. Pewnie dlatego, że miałam małe gruszki, które tylko trochę wystawały nad poziom ciasta, a że sporo wyrosło, to schowały się całe. Wyszło smaczne, jednak niestety kawy w nim nie czuć (szkoda, liczyłam że połączenie smaku kawy i gruszek będzie obłędne - swoją drogą naiwnie, 1/2 łyżeczki kawy, to mało). Cynamon, kardamon i imbir kojarzą mi się rozgrzewająco - pasują do deszczowej pogody, której teraz dostatek. Gorąca kawa lub herbata z kawałkiem ciasta z gruszkami, w wersji dla dorosłych polanym ajerkoniakiem - niebo w gębie.


środa, 5 czerwca 2013

Ciasto z truskawkami i lekkim kremem maślankowo-waniliowo-cytrynowym

No i okazało się, że nie umiem robić ciast.
  Ciast idealnych.
Na szczęście potrafię smaczne :).
 Nawet jeśli się okaże, że konsystencja kolejnego nie jest "jak z cukierni", nie będę się przejmować. Najwyżej przełoży się je na talerzyk w kawałkach i zje łyżeczką. Prawda? A ja będę czerpać satysfakcję z tego, że niektórzy po cichutku myślą sobie, że może fajnie by było talerzyk wylizać.
Uświadomiłam sobie ten brak ciastowej biegłości podczas Dnia Sąsiada. Znowu nie wygrałam konkursu. I to nawet nie chodzi o to, że nie zgarnęłam głównej nagrody (fajna była, oj fajna), tylko o SATYSFAKCJĘ. Fruwałabym pod drzewami z dumy jak paw, a tak... nie podrapię się o gałęzie :). Poza tym, do niewygrywania coraz bardziej się przyzwyczajam :).
Dzień Sąsiada to dla mnie coś bardzo fajnego. Małe ojczyzny, lokalne społeczności. Zaczynam je coraz bardziej cenić. Może się starzeję? Jako dziecko żyłam w wielkim blokowisku w dużym mieście. Dużo tam łatwiej o anonimowość. Przeprowadziłam się na przedmieścia, puściłam dzieci do małej, rejonowej szkoły i zaczęłam wsiąkać w społeczność. Z coraz większą radością. Już nawet nie mruczałam pod nosem na kolejne popołudnie spędzone na dekorowaniu sali w szkole, bo wiedziałam, że następnego dnia będzie świetne Święto Szkoły, na którym spotkam znajomych, weźmiemy udział w rodzinnych konkursach, pozbędziemy się powagi, spędzimy miło czas i staniemy się sobie bliżsi, nie anonimowi. Niestety zmieniła się dyrekcja, zmieniła się formuła.
Pojawiła się za to impreza z okazji Dnia Sąsiada. Też spotykam tam znajomych. W przyszłym roku upiekę kolejne ciasto. Wcale niekoniecznie, żeby wygrać. Tylko, żeby podzielić się z innymi (wszystkie ciasta biorące udział w konkursie zostały rozczęstowane wśród chętnych. Ale była wyżerka :) ).
W tym roku Tarzynkę reprezentowało.... . Ciasto w smaku genialne. Z lekkim, maślankowo-cytrynowym kremem i mnóstwem truskawek. 


Ciasto z truskawkami

składniki na formę o średnicy 28 cm:
  • kruche ciasto:
    • 175 g (ok. 1 szklanka) mąki pszennej + do podsypywania
    • 40 g (4 łyżki)  cukru pudru
    • szczypta soli
    • 75 g masła
    • 2 żółtka
    • 2-3 łyżki zimnej wody
    • fasola lub ceramiczne kulki do obciążenia ciasta
  • krem: 
    • 1 szklanka maślanki
    • 3 żółtka
    • 55 g (1/4 szklanki) cukru
    • 30 g (3 łyżki) mąki
    • szczypta soli
    • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego  (lub 1 łyżka cukru waniliowego)
    • skórka i sok z 1 cytryny
    • 100 ml śmietanki 30%
  • owoce do przybrania - np. ok. 1/2 kg truskawek
Na stolnicę wysypać mąkę, cukier puder i sól. Wymieszać. Dodać masło pokrojone w kostkę. Szybko wszystko razem posiekać nożem. Uformować kopczyk, zrobić w nim wgłębienie, do którego wbić żółtka i 2 łyżki wody. Szybko zagnieść ciasto. Jeśli składniki nie będą chciały się połączyć, można dodać 1łyżkę wody. Uformować kulę, zawinąć w folię i wstawić na co najmniej 30 minut do lodówki.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni (z termoobiegiem, jak bez, to do 190).
Okrągłą formę na tartę wysmarować masłem. Ciasto cienko rozwałkować podsypując w razie konieczności mąką. Wylepić ciastem formę. Nakłuć je widelcem. Wyciąć z papieru do pieczenia koło o średnicy trochę większej niż średnica formy. Położyć na cieście, wysypać nań fasolę lub ceramiczne kulki. Zapiekać ok. 10 minut. Zdjąć papier z fasolą/kulkami. Piec ciasto jeszcze ok. 20 minut aż nabierze jasnozłotego koloru. Wystudzić na kratce.
W garnku wymieszać maślankę najpierw z zółtkami, potem z cukrem, mąką i solą. Podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką rózgową). Zdjąć z ognia, gdy masa zgęstnieje i nabierze konsystencji budyniu. Dodać ekstrakt waniliowy, sok i skórkę z cytryny. Szybko i mocno wymieszać, aż masa stanie się jednolita. Odstawić do wystygnięcia. Dobrze jest od czasu do czasu pomieszać, by nie zrobił się kożuch.
Ubić na sztywno śmietankę. Wymieszać z masą. Wyłożyć na upieczony spód. Ułożyć owoce. Schłodzić przez co najmniej 30 minut przed podaniem.



Robiłam to ciasto wcześniej i było ok. Widać dopadł mnie konsystencyjny peszek :). Nic to, i tak zostało zjedzone do ostatniego okruszka :).
Można je robić z truskawkami, ale też malinami, jeżynami, porzeczkami, jagodami i borówką amerykańską. I pewnie jeszcze z mnóstwem owoców, które mi w tej chwili nie przyszły do głowy.

Ciasto zamiast zagniatać na stolnicy, robię w malakserze. Można trzymać je surowe w lodówce 2-3 dni. Można też zamrozić (do 3 miesięcy).

Przepis znaleziony w książce "Rok w kuchni. Wiosna/lato."

Czerwone owoce w roli głównej

wtorek, 23 kwietnia 2013

Gdy brakuje piekarnika: sernik gotowany.

To się powtarza. Zapraszam gości, planuję menu i... okazuje się, że przydałby mi się drugi piekarnik. Pieczywo, tarty, ciasta. Widać je lubię. Robić i jeść.
Albo wyjeżdżam na wakacje i mam kuchenkę, ale nie mam piekarnika. Wiem, można nie jeść albo kupić jakieś ciasto. Tylko, że... rzadko takie kupne nam smakują. Widać jesteśmy rozpieszczeni. 
Zrobiłam ten sernik pierwszy raz i to był strzał w dziesiątkę. Wyszedł taki, jaki powinien być. No i wcale nie potrzebuję piekarnika, by go zrobić :).



Sernik gotowany

składniki na tortownicę o średnicy 27-28 cm:
  • spód:
    • 300 g ciastek typu digestive
    • 150 g miękkiego masła
  • sernik:
    • 900 - 1000 g tłustego białego sera trzykrotnie mielonego
    • 5 jajek (najlepiej z wolnego wybiegu)
    • 3/4 szklanki cukru
    • 1 kostka (200 g) masła
    • 1 łyżka pasty waniliowej lub ekstraktu waniliowego
    • 2 łyżki budyniu waniliowego
Ciastka rozdrobnić (w malakserze albo wałkiem). Dokładnie wymieszać z masłem. Tortownicę wyłożyć folią aluminiową. Masą maślano-herbatnikową wyłożyć spód, lekko ugnieść i wyrównać. Wstawić do lodówki.
Do garnka (najlepiej z grubym dnem) włożyć masło, ser, jajka, cukier i pastę lub ekstrakt waniliowy. Podgrzewać mieszając (robiłam to najpierw łyżką, potem trzepaczką rózgową) prawie do zagotowania (pierwszy nieśmiały bulb - początek bulgotania uznałam za oznakę, że to już). Zdjąć na moment z ognia. Rozmieszać budyń w małej ilości zimnej wody. Wlać do masy serowej, postawić na ogniu i dobrze wymieszać. Wylać na schłodzony spód. Odstawić do ostygnięcia. 



Jedliśmy ten sernik sam, posypany startą czekoladą, z wiśniami w rumie, z konfiturą z gorzkich pomarańczy. Wszystkie wersje były dobre.


Inspiracją był przepis na gotowany sernik zamieszczony przez Tobatkę na Cincin.

środa, 6 lutego 2013

Tortine alle clementine czyli torciki z klementynkami


W karnawale w piemonckiej Ivrei trwa wojna pomarańczowa. Latają pomarańczowe kule i trzeba mocno uważać, żeby nie oberwać. Na ziemi zaś leży pulpa po kostki. Tony owoców. Pięknie musi pachnieć.

To miejscowe święto i zabawa. Najlepiej mieć kalosze i płaszcz od deszczu. Osiem drużyn, osiem wozów konnych z ekipą nawalającą wszystkich pomarańczami. W maskach, goglach, ochraniaczach. Lecąca pomarańcza wcale nie jest niewinna. Oprócz tego piechurzy. Krew z nosa i podbite oczy. Fajnie jest. :D

To w ostatnią niedzielę karnawału. Potem w poniedziałek i wtorek. A wcześniej w czwartek korowód przebierańców. W sobotę prezentacja, jeszcze bez amunicji. Bawmy się.

To już za chwilę. Miasteczko się pewnie szykuje. Też chciałabym tam teraz być. 

I mało kto pewnie pamięta, że zawodnicy w zaprzęgach reprezentują gwardię obalonego wieki temu tyrana (było ich nawet dwóch i dwie rebelie, ale zlały się w jedną), a piesi wyzwolony lud.

Nie ma zwycięzców, nie ma przegranych, ważna jest bitwa. :)

Tortine alle clementine znalezione są na włoskim blogu, a były zaproponowane przez Basię, jako wyzwanie na pewnym forum kulinarnym w lutym 2012. Taka fajna zabawa, gotujemy ten sam przepis, a potem się chwalimy :).


Pachną obłędnie. Smakują świetnie. Mojej córce, która była w Ivrei w czasie pomarańczowego karnawału, pysznie kojarzą się z włoskimi śniadaniami w kuchni z widokiem na Alpy.

Tortine alle clementine
składniki:
  • 50 g+ 125 g + 2 łyżki cukru
  • 125 g mąki
  • 125g miękkiego masła + masło do wysmarowania foremek
  • 2 jajka
  • 4 klementynki
  • 1 pomarańcza
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni.
6 - 8 ramekinów wysmarować masłem. 
Z pomarańczy zetrzeć skórkę i wycisnąć sok. 
Klementynki obrać i podzielić na cząstki. Usunąć gorzkie albedo. Wymieszać z 50 g cukru. Rozgrzać sporą patelnię (tak by wszystko zmieściło się w jednej warstwie). Wlać łyżkę wody, wsypać owoce i gotować przez 1-2 minuty obracając cząstki. Cukier powinien się rozpuścić, owoce zmięknąć. Odstawić do lekkiego wystudzenia.
Utrzeć masło z 125 g cukru na gładką masę. Cały czas ucierając dodać stopniowo jajka, ekstrakt z wanilii, skórkę z pomarańczy, 2 łyżki soku i mąkę.
W ramekinach ułożyć warstwę owoców, a na nich do 3/4 wysokości foremek ciasto. Piec 25 -30 minut aż będą złote i przejdą test patyczkowy (patyczek od szaszłyków włożony w torcik ma być suchy - no chyba, że wejdzie głęboko i dosięgnie klementynek ;) ). Wyjąć na kratkę i zostawić na chwilę w foremkach.
Na tę samą patelnię wlać pozostały sok z pomarańczy, dodać 2 łyżki soku i gotować 3-5 minut do uzyskania syropu. Odstawić.
Wyjąć ciastka (objeżdżałam brzegi nożem i odrobinę podważałam) do góry nogami, polać  pomarańczowym syropem, zostawić do wystygnięcia. 
Dobre od razu, dobre i następnego dnia.
Smacznego!



Nie miałam klementynek, użyłam mandarynek. Były spore, o dużych cząstkach i kwaskowate. Dobrze się sprawdziły. Przeszkadzały tylko pestki, których bałam się wyjąć, żeby cząstki na patelni nie puściły soku i się nie rozpapciały. Wyszły ciastka plujki, co bardzo im nie zaszkodziło, ale do królowej angielskiej albo renomowanej cukierni by się nie nadawały ;). 
 
Ciastka na jeden kęs - NAGRODA

niedziela, 25 listopada 2012

Krajanka piernikowa Bajaderki na 1. urodziny.

Mój pierwszy rok z blogowaniem minął. 
Och, na pewno nauczyłam się mnóstwa rzeczy. I jest dużo, których bym się chciała nauczyć. Poznałam (przynajmniej wirtualnie) nowe, fajne osoby. Miałam radości związane z blogiem, ale też uczucia porażki. Sukcesy (czasami dla mnie zaskakujące) i popełniałam błędy. Tak się zastanawiam, czy chciałam rzucić pisanie blogu? Chyba nie. Raczej ogarniała mnie frustracja, że nie nadążam ze wszystkim, na co mam pomysły. Też niepewność, czy to co wymyśliłam, będzie się Wam podobać. 
Bo piszę ten blog dla siebie, dla swojej satysfakcji, ale wynikającej z tego, że ktoś na niego zagląda, że komuś się podoba, że może skorzysta z przepisu albo się uśmiechnie. To ważne, mieć coś swojego, co napędza do działania, powoduje, że chcę coś w sobie udoskonalić. 
Dalej nie potrafię do końca odpowiedzieć na pytanie: po co mi to. A już na pewno nie wiem, w jakim celu. Te pytania pojawiają się od początku mojej przygody i sama nie wiem, czy boję się podrążyć i sobie na nie odpowiedzieć, czy rzeczywiście nie umiem. 


Myślałam, że nie będę obchodzić rocznic blogu. Bo niby dlaczego nie jedenastomiesięcznic? Albo trzyletnic? Z drugiej strony to fajny pretekst do stworzenia blogowej tradycji: co roku, w okolicach 25 listopada będzie się pojawiał przepis na coś pysznego. Nie zawsze tort :).
 W tym roku chciałam Wam przypomnieć/pokazać krajankę piernikową Bajaderki. Bo jest tego warta. Bo zdążycie ją zrobić,żeby była akurat na Święta. Już osoba autorki obiecuje smakowitość wielką. Wierzcie, jest to jeden z lepszych przepisów, które od niej przejęłam. 



Krajanka piernikowa Bajaderki
 składniki:
  • ciasto:
    • 3 i 1/3 szklanki mąki
    • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 1 łyżka cynamonu
    • 1 łyżeczka kardamonu
    • 1 łyżeczka imbiru
    • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
    • 1/2 łyżeczki goździków
    • 1/4 łyżeczki pieprzu
    • 1/4 łyżeczki ziela angielskiego
    • szczypta soli
    • 1/2 szklanki (180 g) miodu
    • 1/2 szklanki cukru
    • 125 g masła
    • 1 jajo
  • przekładanie marcepanowe
    • 225 g marcepanu
    • 1/4 szklanki cukru
    • 2 żółtka
    • 1/3 szklanki mąki
    • 1 łyżka mleka
    • 1 łyżka soku z pomarańczy
    • 1 łyżka soku z cytryny
    • ew. 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
  • powidła śliwkowe (ok. 1 słoik 300 ml)
  • lukier:
    • 1 szklanka cukru pudru
    • 3 łyżki koniaku lub brandy
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni (z termoobiegiem, bez niego do 190 stopni).
Macepan rozetrzeć ze wszystkimi składnikami (robię to w malakserze) i odstawić.
Mąkę wymieszać z proszkiem, sodą i solą.
W dość dużym garnku rozgrzać masło z miodem i cukrem (do rozpuszczenia tego ostatniego - nie zagotować). Zdjąć z ognia. Dodać przyprawy korzenne, dobrze wymieszać. Dodać mieszając partiami mąkę. Lekko przestudzić. Dodać jajko, dobrze wymieszać. Dotychczas potrzebny był rondel i łyżka. Teraz przełożyć ciasto na stolnicę (ew. lekko podsypać mąką), wyrobić, przekroić na dwie części i jeszcze ciepłe rozwałkować na prostokąt mniej więcej o wymiarach 24 x 32 cm. Najpierw pierwszą część. Dużą płaską blachę wyłożyć papierem do pieczenia lub matą silikonową. Położyć na niej pierwszy kawałek ciasta. Rozsmarować na nim przekładanie marcepanowe zachowując mniej więcej 1 cm margines. Na masie marcepanowej rozsmarować powidła. Rozwałkować drugą część ciasta na taki sam prostokąt. Przykryć ciasto z przekładaniem. Docisnąć dookoła zlepiając brzegi. Piec ok. 25-30 minut. Pod koniec pieczenia rozetrzeć cukier z koniakiem. Wyjąć ciasto z piekarnika i jeszcze gorące posmarować lukrem. Zostawić odkryte na co najmniej 8 godzin (najlepiej na noc?). Następnego dnia pokroić na małe kwadraciki o boku 2-3cm. Brzegi zjeść od razu, resztę włożyć do puszki wyłożonej pergaminem. Odłożyć na 2-3 tygodnie (naprawdę po tym czasie jest jeszcze lepsza niż od razu).


Krajanka nigdy mi się nie zepsuła (chyba jej rekord to 5 tygodni - musiałam ją dobrze schować, że się nikt nie dobrał i nie wyjadł ;) ), ale przechowuję ją w spiżarce (gdzie jest zimnej niż w pozostałej części domu). Zdarzyło mi się zapomnieć przełożyć ją powidłami - sami nie wiemy, czy nie była lepsza. Zdarza mi się robić po prostu dwie - jedną z powidłami, drugą tylko z masą marcepanową. Na niej można ułożyć skórkę pomarańczową, orzechy, rodzynki lub na przykład suszoną żurawinę. Co komu w duszy gra.

Wszystkie przyprawy wymienione w przepisie występują w postaci mielonej (np. goździki rozcieram w moździerzu i odmierzam już rozdrobnione).


 Z krajanką dołączam się do Korzennego Tygodnia Ptasi:

 

Krajanka jest cudem pyszności, ma w sobie miód i cynamon:

  Cud, miód i cynamon

Krajanka Bajaderki - w przepisie powyżej zmniejszyłam ilość cukru w stosunku do orginału.

środa, 26 września 2012

Ciasto z jabłkami dla alergika a feminizm.

Tak coś siebie podejrzewam, że jestem feministką. Utwierdziła mnie jeszcze w tym przekonaniu Perfekcyjna Pani Domu. Nie to, żebym oglądała programy z jej udziałem. Nie używam telewizji i nie zamierzam tego zmieniać. Ale trąbią tak o jej "mądrościach życiowych" wypowiadanych na wizji, że i do mnie doszło. 
Biorąc pod uwagę, że sprzątanie mnie zwyczajnie nudzi i zrobię wszystko, żeby tego nie robić, to jestem feministką na pewno. Jeszcze bardziej chyba nie lubię zdawać egzaminów i uczyć się do nich. Jak któryś mnie spotykał w życiu (a wykształcona jakoś jestem, trochę ich musiałam zdać - Czyżbym zrobiła to, żeby stać się na pewno tą feministką? ;) ), to sprzątałam aż furczało. Tylko żeby odwlec chwilę przygotowywania się. Nie jestem przekonana, że to pozytywnie wpływało na moje wyniki. Z drugiej strony nie było tak źle. Czyszczenie szpar szczoteczką do zębów sobie darowywałam i trochę czasu mi na naukę zostawało. Bo uczyć się fajnych rzeczy to ja nawet lubię ;).
Jak myślicie? Mając do wyboru zmierzenie się z wyzwaniem wymyślenia czegoś jesiennego dla alergika i posprzątanie - co wybrałam? 
Tak, tak, sprzątanie nie ucieknie. Niestety. 
Za to my paśliśmy z przyjemnością brzuchy zajadając pyszne ciasto (zaskakująco dobre wyszło) i oglądając rodzinnie film przyrodniczy o pustyniach. Fajnie było :).


Ciasto z jabłkami dla alergika

składniki na tortownicę o średnicy 19 - 22 cm:
  • 3 spore niezbyt słodkie jabłka (ok. 600 g)
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 i 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 4 i 1/2 łyżki zimnej wody
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki prosa (kaszy jaglanej - surowej)
  • polewa:
    • 60 g margaryny
    • 1 i 1/2 łyżki wody
    • 1/3 szklanki cukru
    • 2 łyżki zbożowej kawy instant (używam Inki)
Jabłka umyć, obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić w dużą kostkę. Włożyć do sporej miski i zasypać cukrem. Przykryć. Wstawić do lodówki na co najmniej 1 i 1/2 godziny (można też na całą noc). Jabłka mają puścić sok.
Piekarnik rozgrzać do 175 stopni (z termoobiegiem - bez do 190). Tortownicę wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Wyjąć jabłka z lodówki. Mąkę ziemniaczaną rozmieszać w wodzie. Dolać do jabłek i wymieszać. Dodać mąkę z proszkiem i mieszając dodać proso. Przełożyć do tortownicy, wyrównać. Piec ok. 50 - 60 minut, aż góra będzie wyraźnie upieczona. Wyjąć na kratkę. Nie wyjmować z tortownicy.
Przygotować polewę. Wszystkie składniki rozpuścić w garnku i doprowadzić do zagotowania. Od tego momentu gotować mieszając przez 5 minut (czas jest ważny, ma lekko bulgotać - ja to robię z minutnikiem). Wylać na wierzch ciasta. Wystudzić.


Ciasto z jabłkami dla alergika, to zmodyfikowane nasze ulubione. Wyszło nadspodziewanie smacznie. Podzieliło mi nawet rodzinę. Na szczęście tylko w opiniach na jego temat. Otóż nie zostało roztrzygnięte jednoznacznie, które jest lepsze. I co? Teraz jestem w kropce, które piec :D.


Sprzątanie mnie dogania. Czuję jego oddech na plecach :(. Nawet się zastanawiałam nad posiadaniem żony niefeministki. Tylko przez chwilę. Wizja, gdy będzie mnie gonić ścierką, gdy znowu nie położę czegoś na miejsce, nakruszę i nie zetrę, nie wyrzucę moich ukochanych bardzo potrzebnych przydasiów, które mają tendencję do przybywania bardzo mnie przeraziła. Szczególnie to ostatnie. A tak naprawdę bardzo lubię kobiety. Cenię je. Zazdroszczę tym, które potrafią utrzymywać porządek. Podziwiam je. Też bym tak chciała. Moja wizja zaś, to jakieś obrzydliwe, nieprawdziwe stereotypy.
Szukam sprzątaniowej grupy wsparcia!


Przepis na ciasto z jabłkami dołączam do akcji i bardzo dziękuję Mamie Alergika za dostarczenie mi pretekstu do prób i ciastowej twórczości.

Słodkie jabłuszka

poniedziałek, 24 września 2012

Na okrągło - ciasto z jabłkami.

Uwielbiam okrągłe stoły. Naprawdę. Właśnie sobie to uświadomiłam, jednocześnie konstatując, że praktycznie takiego nie mam.
Kiedyś miałam. Duży, stary, solidny, zniszczony. Miał swój charakter. Mam wrażenie, że nas jednoczył. Miał magiczną właściwość: każdy z siedzących przy nim widział i słyszał bez trudu wszystkich innych.
Lubiłam go. Lubiłam przy nim siedzieć. Lubiłam, gdy przychodzili znajomi i spędzaliśmy miło czas. Właściwie mieścili się przy nim wszyscy. Nawet jak trzeba było się rozsunąć dostawiając kolejne siedziska. Jego średnica była na tyle duża, że co najwyżej należało tylko bardziej wyciągnąć rękę, by sięgnąć po herbatę.
Koleje losu sprawiły, że już go u mnie nie ma. I nie będzie. Troszkę za nim tęsknię. 
A może nie za nim, tylko za tamtymi spotkaniami, wpadaniem bez zapowiedzi, ich atmosferą i nastrojem? 

Na spotkania z przyjaciółmi, na jesienne pluchy, na leniwe pogaduchy: ciasto z jabłkami. Nasze ulubione.


Ciasto z jabłkami

składniki na tortownicę o średnicy 26 - 28 cm:
  • 6 (ok. 1200 g) niezbyt słodkich, dużych jabłek
  • 1 szklanka cukru
  • 3 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 szklanki (2 spore garście) rodzynek
  • 3/4 szklanki (2 spore garście) połamanych orzechów włoskich
  • masło i bułka tarta do wysmarowania tortownicy
  • polewa:
    • 80 g masła
    • 1/2 szklanki cukru
    • 2 łyżki wody
    • 3 łyżki kakao (lub kawy Inki)
    • garść wiórków kokosowych do posypania
Jabłka umyć, obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić w dużą kostkę. Włożyć do sporej miski i zasypać cukrem. Przykryć. Wstawić do lodówki na co najmniej 1 i 1/2 godziny (można też na całą noc). Jabłka mają puścić sok.
Piekarnik rozgrzać do 175 stopni (z termoobiegiem - bez do 190). Tortownicę wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Wyjąć jabłka, wbić jajka i wymieszać. Dodać mąkę z proszkiem i mieszając dodać bakalie. Przełożyć do tortownicy, wyrównać. Piec ok. 50 - 60 minut, aż góra będzie wyraźnie upieczona. Wyjąć na kratkę. Nie wyjmować z tortownicy.
Przygotować polewę. Wszystkie składniki (oprócz wiórków) rozpuścić w garnku i doprowadzić do zagotowania. Od tego momentu gotować mieszając przez 5 minut (czas jest ważny, ma lekko bulgotać - ja to robię z minutnikiem). Wylać na wierzch ciasta, posypać wiórkami. Wystudzić.

W tym cieście ważna jest kolejność dodawania składników. Niech Wam nie przyjdzie do głowy pomieszać mąkę z jajkami i bakaliami, a potem dodać do jabłek. Porażka gwarantowana. Albo co najmniej spore kłopoty ;).

Przyznam się Wam po cichu, że nie znoszę przepisów o tytułach z imieniem. "Szarlotka Krychy" mnie odrzuca. Najprawdopodobniej ktoś dostał przepis od rzeczonej Krychy i posłał go w świat. Ratunku!
Kiedyś znalazłam na jakimś blogu rogaliki babci Rózi. I jakoś tak, ku mojemu zdziwieniu stwierdziłam, że to mi pasuje. Nawet sobie zanotowałam. Może dlatego, że w starym rodzinnym zeszycie znajduję przepisy cioci Rózi? Rogaliki czekają gdzieś jeszcze  na zrobienie...
Dla nas jest to ciasto z jabłkami babci Tosi. I tak zapewne pozostanie. Bo to od niej nauczyliśmy się je robić...



Słodkie jabłuszka

wtorek, 11 września 2012

Najłatwiejsza na świecie szarlotka

Olek Grotowski i Małgorzata Zwierzchowska śpiewali kiedyś piosenkę o staruszkach, którzy ujrzeli listek przywiędły i blady i od razu pomyśleli o jesieni. O tym, że zrobi się zimno, że trzeba będzie z kufra wyjąć futro, że nie ma na to rady. 
Piosenka zrobiła karierę w kręgach turystycznych. Była śpiewana przy ogniskach. Od początku czułam do niej sentyment. Rozczulali mnie staruszkowie, z kufra futro, a najbardziej chyba zakończenie opowiadające, że wszystko to działo się w sierpniu, że pogoda była prześliczna, że inni cieszyli się latem. 
Wrzesień to też przecież lato. A ja się cieszę kolorami jesieni. Fioletem oberżyn, czerwienią pomidorów i papryk, pomarańczowymi dyniami, żółtymi patisonami. Barwami jabłek, gruszek i śliwek. Grzeję się w łagodniejszym już słońcu i jestem zachwycona. To moja ulubiona pora roku. 


Tylko ta piosenka i chwila zadumy... Czyżbym się coraz bardziej zbliżała do myślenia staruszków, skoro kolorowe owoce i warzywa kojarzą mi się z ciepłą, miłą jesienią, a nie późnym latem?

Nic to. Robię pyszną szarlotkę. Najłatwiejszą pod słońcem. Też mi się kojarzy z jesienią...



Szarlotka sypana
składniki:
  • 1 kg kwaśnych jabłek (np. antonówek)
  • 1 szklanka mąki orkiszowej razowej
  • 1 szklanka cukru dark muscowado
  • 1 szklanka bułki tartej (można zastąpić kaszą manną)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 kostka (200 g) masła
Piekarnik nagrzać do temperatury 170 stopni (z termoobiem, jak go nie ma, to do 180).
To ciasto to właściwie wysypywanie warstw. Mają być mniej więcej równomierne. To znaczy mieć równą grubość na całej powierzchni.
W misce wymieszać mąkę, cukier, bułkę i proszek do pieczenia. Tortownicę (o średnicy 24 cm) wysmarować masłem. Wsypać połowę mieszaniny.
Jabłka umyć, obrać, zetrzeć na tarce. Rozłożyć połowę w tortownicy, posypać łyżeczką cynamonu. Rozłożyć drugą połowę jabłek, posypać resztą cynamonu. Wsypać resztę suchych składników. Masło pokroić na plasterki i rozłożyć na wierzchu.
Wstawić do rozgrzanego piekarnika. Piec godzinę i 10 minut. Jeśli góra zacznie się za mocno rumienić - przykryć folią aluminiową.
Piekę na dolnym poziomie.


Szarlotka ta w wersji z mąką razową i cukrem dark muscowado jest mało słodka. Pyszna na ciepło z lodami waniliowymi lub z bitą śmietną. Na zimno też świetnie smakuje.


To stary przepis. Podpatrzyłam go u mamy mojego męża. Tylko ze "zwykłą" mąką i "zwykłym" cukrem. Tej wersji już bym nie określiła jako mało słodkiej. Choć pewnie zależy to też od kwaśności jabłek.

Ach, jeszcze jedno. Jeśli nie macie naprawdę szczelnej tortownicy, to warto w piekarniku postawić ją na folii aluminiowej. Rozpuszczające się masło potrafi wyciekać i się palić.

Z dziećmi i dla dzieci Słodkie jabłuszka


środa, 9 maja 2012

Herbaciany chlebek na chwilę z herbatą



Popołudniowa herbatka. Five o'clock.




Podwieczorek.
Pretekst do spotkania.
Pogaduszki.
Miła konwersacja ze znajomymi.
Z przyjaciółką.
Mamy na to czas?








Albo inaczej?





 Czas dla siebie. 
Zatrzymanie w biegu.  
Chwila...
 zadumy, poezji, refleksji.



Przy pysznej herbacie i smacznym cieście.



Herbaciany chlebek figowo - gruszkowy
składniki:
  • 200 g suszonych fig
  • 100 g suszonych gruszek
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 2 torebki białej herbaty figowo-gruszkowej (zaparzone w 300 ml wody)
  • 2 łyżki brandy (niekoniecznie, wtedy dolać 30 ml wody)
  • 1/2 szklanki  (ok. 60 g) orzechów włoskich
  • 125 g (ok. 200 ml) cukru dark muscovado
  • 200 ml mleka
  • 125 ml oleju z orzechów włoskich (lub innego o neutralnym smaku)
  • 1 szklanka (ok. 150 g) mąki pszennej razowej 
  • 1/2 szklanki (ok. 75 g) mąki pszennej 550 
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej do wysmarowania formy
Suszone owoce pokroić w drobną kostkę, wsypać do dużej miski. Wymieszać z kardamonem.
Herbatę zalać 300 ml wody o temperaturze mniej więcej 80 stopni Celsjusza (zagotować i poczekać ok. 5 minut). Parzyć przez 3 i 1/2 minuty. Wyrzucić torebki. Zalać owoce. Dolać brandy (lub 2 łyżki wody). Dosypać kardamon. Wymieszać. Przykryć. Odstawić na parę godzin, najlepiej na noc.
Piekarnik nagrzać do 170 stopni Celsjusza. Piekę z termoobiegiem. Gdy go nie ma, temperatury powinny być o 10 stopni wyższe.
Do owoców dodać cukier, olej i mleko oraz pokruszone orzechy. Wymieszać. Dodać mąkę z proszkiem. Wymieszać. Powstająca masa jest niezbyt gęsta.
Formę o wymiarach 23,5x13,3x7 lub trochę mniejszą wysmarować olejem. Można wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto przełożyć do formy. Wstawić do piekarnika. Piec ok. 1 i 1/2 godziny aż patyczek włożony do środka będzie suchy. Po 50 minutach dobrze jest przykryć ciasto folią aluminiową, żeby się nie przypaliło.
Studzić na kratce. Wyjmować z formy i kroić, gdy będzie już całkowicie wystudzone. 

Cukier dark muscovado można zastąpić demerarą lub zwykłym białym. Olej z orzechów włoskich - olejem arachidowym. W zastępstwie gruszek świetnie sprawdzają się duże, jasne rodzynki jumbo.


Używałam herbaty Irving figowo - gruszkowej. Jeśli jej nie dostaniecie (z tego, co zauważyłam, nie jest łatwo dostępna - a szkoda, bo smaczna), można ją zastąpić białą, ewentualnie zieloną. 
Niestety to ciasto lubi się kruszyć. Szczególnie, gdy jest świeże. Trzeba mieć naprawdę ostry nóż, żeby je kroić. Na zdjęciach jest jego pierwsza wersja. Pyszna, ale... Udoskonalałam ją. Ku radości rodziny piekłam parę razy (jedli z miłą chęcią), aby dojść do podanych tu składników. Z nich wychodzi ciasto prawie w ogóle się nie rozpadające :). I tak warto je upiec i podać do herbaty.



Przepis dołączam do akcji - konkursu:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...