Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiśnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2013

Batony owsiane z suszonymi wiśniami i czekoladą i...

Brzuchy pasibrzuchy nam rosną. Pawłowa, ciasto, ciasteczka, tort. Truskawki z bitą śmietaną (ograniczamy się i staramy jeść bez śmietany i bez cukru  ;)).  Czas to przerwać. Tyle, że brzuchowi pasibrzuchowi, a właściwie mózgowi wcale się to nie uśmiecha. No bo jak to? Nie będzie tego łatwego cukru, który mu uaktywnia ośrodek przyjemności? Takiego łatwego podgryzania? Cóż trzeba go oszukać. Tak troszeczkę. Podsunąć mu jakąś dobrótkę, podgryzacza, który tak bardzo nie szkodzi. Przez żołądek do serca :).
Batony piekę natchniona przepisem Nigelli Lawson. Lata temu się na niego natknęłam, zainspirował mnie. Zmieniam w nim składniki, trochę mieszam. Niezmienne są płatki owsiane, zdrowy wypełniacz. 
Nigelli można zazdrościć, prawda? Ma swój program telewizyjny. Świetnie sprzedające się książki. Sukces. Finansowy również. No i wspaniałego bogatego męża. Ta to jest szczęściarą! Ups, a tu jakaś rysa. Paparazzi zrobili zdjęcia sugerujące, że jest ofiarą. Przemocy. Domowej. Nieee, to niemożliwe. Prawda? Ile wspaniałych kobiet myśli, że ci, którzy stają się takimi ofiarami są głupi? Sami sobie winni? No bo przecież to niemożliwe, żeby samodzielna kobieta sukcesu... Świetnie wiemy, co powinna zrobić, prawda? 
Przemoc domowa mnie nie dotyczy. Teraz. Ale już nie myślę, że nie mogłaby. Znam uczucie, jakie ogarnia, gdy coś takiego się dzieje. I wiem, że wyzwolenie się z toksycznego związku wcale nie jest łatwe. Z drugiej strony wcale nie jest łatwo pomóc. Bo co, zmusić do odejścia? Wiedzieć lepiej, co jest dla kogoś dobre? Wcale nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie...
Jej, jak ja nie lubię, że coś takiego się dzieje. I sami sobie to robimy. Foch. Idę lepiej upiec te batony. I spróbuję nie warczeć na bliskich, nawet gdy zmęczenie, hormony itp. sprawiają, że tylko na to mam ochotę. Bo to, że są czasami denerwujący, wcale nie oznacza, że mam prawo się na nich wyżywać (ani że oni na mnie, nawet jak robię jakieś głupoty). Znajdę sobie jakieś inne ujście złości. Na przykład poskaczę na trampolinie ;).


Batony owsiane z suszonymi wiśniami i czekoladą i...

składniki:
  • 2,5 szklanki płatków owsianych zwykłych
  • 1 szklanka (150 g) suszonych wiśni
  • 1 tabliczka (100 g) czekolady o zawartości kakao 70% połamanej na małe kawałki
  • 0,5 szklanki ziaren słonecznika
  • 0,5 szklanki pestek dyni
  • 0,5 szklanki prosa (kaszy jaglanej)
  • 0,5 szklanki białego maku (można zastąpić grubo posiekanymi migdałami)
  • 1 puszka (411 g) mleka skondensowanego niesłodzonego
Piekarnik nagrzać do temperatury 130 stopni Celsjusza (z termoobiegiem, bez niego do 140).
Blachę (o wymiarach ok. 26x38cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Suche składniki wsypać do sporej miski i wymieszać.
Mleko podgrzać do temperatury ok. 40 - 50 stopni. Ma być wyraźnie ciepłe, ale nie ma się gotować. Temperatura nie jest tu kluczowa, odchylenia są dopuszczalne.
Zalać mlekiem suche składniki i wymieszać. Przełożyć na blachę, wyrównać.
Piec 1 godzinę. Wyjąć, przełożyć do góry dnem na większą blachę, zdjąć papier. Wstawić do piekarnika na 15 minut, żeby dosuszyć spód.
Studzić na kratce. Po 15-20 minutach pokroić. Przechowywać w puszce do tygodnia. Zazwyczaj wytrzymują dłużej, ale zdarzyło mi się, że zaczęły pleśnieć w drugim tygodniu. Pewnie ich trochę nie dosuszyłam, aczkolwiek w smaku i wyglądzie wszystko było ok.


Moja szklanka ma objętość 250 ml.
Podobne batony już były. I zapewne będą jeszcze pojawiały się na blogu. Bo uważam, że są smaczne, zdrowe, godne przypominania i robienia. A jeśli są dla Was za mało słodkie, to możecie je zrobić na słodzonym mleku skondensowanym albo dodać parę łyżek miodu. Też będą pyszne.



środa, 25 lipca 2012

Wiśnie w rumie

Wiśnie, cukier i rum. Połączenie genialne. Mały słoiczek dany w prezencie. Ot, przyniosła jakieś przetwory, phi. Następnego dnia telefon: 
- Słuchaj, to jest pyszne. Spróbowałam i nie mogłam się opanować. Zjadłam wszystkie. Lekko się wstawiłam... Podzielisz się przepisem?


Robię je co roku. Rozpijamy, zjadamy, częstujemy, rozdajemy: słoiczki, butelki, przepis. Zataczają coraz szersze kręgi. Coraz trudniej znaleźć kogoś z mojego otoczenia, kto ich nie zna. Nie istnieje chyba nikt, kto ich spróbował i nie jest zachwycony. Najtrudniejsze jest, jeśli o nie chodzi, wytrzymanie, aż się przegryzą i nabiorą smaku. Wiele osób nie wytrzymuje i zjada je przed upływem wymaganego czasu. Też są pyszne :).


Wiśnie w rumie
składniki:
  • ok. 1,2 kg wiśni 
  • 1/2 kg cukru
  • 1/2 l rumu
Wiśnie umyć, osączyć, wypestkować. Po usunięciu pestek powinno ich być ok. 1kg. Włożyć do dużego słoja. Zasypać cukrem. Zalać rumem. Odstawić na 3 tygodnie. Na początku codziennie delikatnie mieszać, aż do rozpuszczenia się cukru (ja to robię długą wykałaczką - nie uszkadza owoców). Wiśnie puszczają sporo soku. Wychodzi coś lekko alkoholowego i mocno wiśniowego. Spróbować powstały płyn: jeśli chce się uzyskać mocniejszy, należy dodać rumu lub wręcz spirytusu. Owoce przełożyć do wyparzonych słoiczków.  Zalać płynem (nie mogą wystawać nad, bo pleśnieją). Zakręcić. Pozostały płyn zlać do butelek. Odstawić na pół roku. Delektować się. Samemu lub w dobrym towarzystwie ;).


Można je po prostu wyjadać ze słoiczka. Można dodawać do tortów. Dekorować lody. Robić koreczki z nich i ostrego sera. Puścić wodze fantazji.

Użyty rum nie musi być najlepszej jakości. Całkiem dobrze sprawdzają się tańsze.

Kiedyś zostało mi trochę wypestkowanych wiśni, a skończył się rum. Zalałam Beherovką. Owoce wyszły trochę gorsze, niż klasyczne. Za to nalewka - niebo w gębie.


Przepis podpatrzyłam u Kaeru. Zmodyfikowałam tylko ilość cukru.

czwartek, 14 czerwca 2012

Batony na mleku kokosowym - bez mleka, jajek, glutenu i prawie bez cukru.


Piękna pogoda, mili znajomi: wybraliśmy się na spływ kajakowy. Króciutki. Tak żeby pozostał niedosyt i chęć na powtórkę.
Było pięknie. Słońce prześwitywało przez drzewa, rzeka lśniła. 


Mereczanka. Merkys. Wcale nie taka mała. Szeroka, ale chyba niespecjalnie głęboka. Na szczęście żaden kajak się nie wywalił i nie musieliśmy sprawdzać ;). Rzeka spokojnie przetaczała swoje wody. Nie wymagała od nas zbytniego wysiłku przy wiosłowaniu...

 Niektórzy machali i machali.
Inni zaś oddawali się cudownemu nicnierobieniu ;).


Nawet takie nicnierobienie nad wodą wzmaga apetyt. Jakże było miło, gdy okazało się, że w kajaku jest puszka. Może niepiękna, może nie pierwszej młodości, może obiecująca napisami na sobie co innego, niż było w środku...
Nic to, zawartość była kusząca:

Batony owsiane na mleku kokosowym

składniki:
  • 1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
  • 2 szklanki płatków owsianych (zwykłych)
  • 1 tabliczka (100 g) gorzkiej czekolady połamanej na kawałki (mniej więcej 0,5 cmx0,5 cm)
  • 1 szklanka suszonych wiśni
  • 1/2 szklanki prosa (kaszy jaglanej) 
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 1/2 szklanki nerkowców - raczej połamanych niż całych 
Piekarnik nagrzać do temperatury 150 stopni (piekę z termoobiegiem, jeśli bez, to do 160).  Formę o wymiarach 25 cm x 25 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
W misce wymieszać wszystkie suche składniki. Mleko podgrzać, żeby było wyraźnie ciepłe. Wlać do miski. Dobrze wymieszać.
Przełożyć do formy, równomiernie rozłożyć lekko przyciskając.
Piec przez godzinę. Następnie wyjąć, przykryć większą blachą, odwrócić do góry nogami i zdjąć papier. Trzeba to robić ostrożnie, bo lubi się rozpadać. Włożyć ponownie do piekarnika. Piec jeszcze ok. 1/2 godziny. Wyjąć, gdy zaczną się pokazywać takie rysy - pęknięcia (w sumie pewnie niekoniecznie, niedopieczenie nie jest tragiczne: nie powstanie zakalec, wszystkie składniki są jadalne na surowo, najgorsze co może się stać, to że będzie się bardziej rozpadać). Studzić na kratce. Potem pokroić (trudniejsze) lub połamać.

Jak widać nie są to klasyczne batony, przynajmniej w kształcie. Mi wychodziły bardziej wilgotne niż te z mleka krowiego skondensowanego. Nie są bardzo eleganckie, ale za to pyszne. Testowałam je na znajomych - wszystkim bardzo smakowały.
Można dać więcej czekolady (150 g) - też wyjdą. Może nawet są smaczniejsze ;).



Cukru jest w nich niewiele. Tyle co w suszonych owocach i czekoladzie. W sumie można użyć taką 90% - wtedy jego ilość jest w niej pomijalna.
Przepis powstał, bo zostałam sprowokowana przez Kucharkę Zen. Marzyły się jej słodycze bez dodatku mleka krowiego, jajek i cukru. Smaczne podgryzacze. Samą zaciekawiło mnie, czy można tak przekształcić przepis na batony, by było pysznie, by był spełniony powyższy warunek i czy sprawdzi się w tym wypadku mleko kokosowe zamiast mleka skondensowanego.

Mleko kokosowe - to smak kokosu. Banał. Myślałam, że będzie decydujący. Kombinowałam, co do niego pasuje.
Czekolada. Gorzka najlepiej. Jeśli ktoś nie jest na nią uczulony, to wcale nie jest niepożądana w zdrowych batonach. Wręcz odwrotnie. Bingo. Pierwszy składnik już miałam.
Czekolada to tort z wiśniami i z nią. Pyszny. Klasyka.
Wiśnie i kokos? Fajne. Drugi składnik też już był. Trochę problematyczny. Moje suszone wiśnie mają w sobie cukier. Nie potrafię ususzyć pełnych soku owoców wcześniej ich nie kandyzując. Kupuje się chyba też konserwowane najpierw w cukrze, potem suszone. W tych batonach grają pysznie. Można je zastąpić wprawdzie suszoną żurawiną (chyba tylko wtedy, gdy wiśni ani widu ani słychu) lub rodzynkami chilijskimi. Można pokombinować z pokrojonymi, suszonymi daktylami. No tak, ale to nie do końca to samo. 


Takie batony świetnie nadają się też na śniadanie. Z kubkiem kawy - pychoty. Zamiast owsianki ;). Nad porannie zamgloną rzeką...


Smak kokosu jest ledwo wyczuwalny. Wcale nie przytłacza. Z powodzeniem batony można robić na mleku kokosowym. Może tylko bardziej się kruszą niż te na mleku skondensowanym i coś niecoś od nich odpada. Mi to nie przeszkadza - wyjadam resztki łyżeczką albo mieszam z jogurtem :).

Przepis dołączam do akcji: 


Istnieją płatki owsiane bezglutenowe. Można je dostać w sklepach ze zdrową żywnością. Niestety owies produkowany w Polsce jest zanieczyszczony innymi zbożami i w takich kupowanych w zwykłych sklepach gluten może się znaleźć :(.

Zdjęcie lśniącej rzeki zrobił szkrab poddający się nicnierobieniu na kolejnym...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...