Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasztety i terriny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasztety i terriny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

Terrina drobiowa

Miałam napisać o terrinie. O swoim ryzykanctwie i ciekawości, które każą mi wypróbowywać nowe przepisy, gdy przychodzą goście, a potem drżeć, że nie wyjdzie i będzie niesmaczne. O tym, że zazwyczaj wychodzi smaczne, ale niekoniecznie pięknie się prezentuje i że w sumie, chyba to tak bardzo nie przeszkadza, bo i tak prawie zawsze jest zjadane z miłą chęcią. Tak też było z tą terriną. Bo ma ona jedną wadę: po pokrojeniu na plasterki rozpada się z lekka. Ma też ogromną zaletę: jest pyszna. Smakuje nawet tym, którzy nie lubią wątróbki, choć jej smak jest wyczuwalny, aczkolwiek niedominujący.


Miałam napisać, a cała się trzęsę. Bo niektórzy ludzie są jak chmury: gdy znikną, wokół robi się jaśniej. Bo lepiej ich omijać dużym łukiem, ale nie zawsze się udaje. Bo gdy taki człowiek jest dla nas ważny, to zachmurza nam życie i najlepiej go z tego życia wyrzucić, a czasami nie wie się jak. A czasami zrobiło się błąd i związało z takim człowiekiem i teraz za dużo jest łączących nitek, żeby wyrzucenie było dobrym rozwiązaniem. Wtedy trzeba nauczyć się nie dać zachmurzać sobie życia i rozjaśniać je słońcem, a to bardzo trudne. Choć czasem się udaje. A jak jeszcze taki człowiek zachmurza świat mojemu dziecku, a dziecko uważa, że jest on dla niego ważny, to naprawdę jest trudno. Znaleźć mądrość, żeby wesprzeć dziecko, żeby nie wpadło w doła tylko wyszło z całej sytuacji bogatsze o umiejętność radzenia sobie z manipulacjami i toksycznością innych. Ech...
 
Terrinę mimo, a może przede wszystkim polecam :).



Terrina drobiowa
składniki:
  • ok. 300 - 400 g piersi z kurczaka
  • 250 g wątróbki drobiowej
  • 500 g mięsa mielonego z indyka
  • 12 plastrów wędzonego boczku 
  • spora garść zielonych oliwek (mogą być faszerowane papryką, nawet lepiej)
  • 3 łyżki brandy lub koniaku
  • 4 łyżki masła klarowanego
  • 3 spore ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
Piekarnik rozgrzać do 160°C.
Pierś kurczaka umyć, osuszyć i pokroić wzdłuż na duże plastry o grubości ok. 3-4 milimetrów. Wątróbki umyć i osuszyć. Pokroić na pojedyncze, ale spore kawałki.
Na patelni rozgrzać masło, obsmażyć kurczaka z każdej strony, wyjąć. Wrzucić wątróbkę, smażyć minutę. Wlać brandy i smażyć mieszając jeszcze 3 minuty aż alkohol odparuje. Odstawić do wystudzenia.
Naczynie do terriny wyłożyć plastrami boczku, tak by wystawały ponad jego brzeg.
Czosnek obrać i grubo posiekać. Oliwki odcedzić.
W misce dobrze wymieszać mielone mięso, czosnek, oliwki, oregano, sól i pieprz. Włożyć wątróbki i zamieszać.
1/3 wymieszanej masy włożyć do naczynia do pieczenia, wyrównać. Rozłożyć połowę usmażonej piersi z kurczaka. Przykryć warstwą z 1/3 wymieszanej masy. Rozłożyć pozostałą część piersi. Wyłożyć resztę wymieszanego z dodatkami mięsa. Wyrównać i lekko docisnąć całość. Przykryć wystającymi kawałkami boczku.
Naczynie przykryć folią aluminiową. Piec w kąpieli wodnej (naczynie z terriną włożyć do większego naczynia i nalać mniej więcej do połowy wysokości terriny wrzątku) 1 godzinę i 45 minut. Po wyjęciu z piekarnika docisnąć wierzch (np. położoną na płask puszką lub mieszczącą się deseczką dociążoną czymś z góry) i wystudzić. Wstawić na parę godzin do lodówki.
Wyjąć z naczynia, pokroić niezbyt cienko i podawać.
Smacznego.

Wyjmowanie nie zawsze jest bardzo proste. Ostatnim razem opalałam palnikiem blachę, żeby terrina była łaskawa ją opuścić. Można też na chwilę wstawić ją do gorącej wody. Zastanawiam się też, czy następnym razem nie wyłożyć formy folią aluminiową. Może to ułatwi wyjmowanie.
Piekłam w blaszce o wymiarach 23,5x13,3x7 cm. Pasowała, aczkolwiek było w niej trochę miejsca - mogłaby być mniejsza (jeśli takiej jak ja nie macie).


Terrina wzbudziła zachwyt podczas wielkanocnego śniadania. Nawet u tych, którzy nie lubią wątróbki (nie daję gwarancji, że wszystkim nielubiącym posmakuje ;) ). W sumie tego się spodziewałam, bo nie pierwszy raz ją robiłam. Tym razem bardzo nie ryzykowałam. Za to ryzykowałam wcześniej, gdy zaproszonych było około trzydziestu osób. Wcale nie mówiłam, że coś nie wyszło tak, jak się spodziewałam (dobra mina do złej gry to podstawa !). Szybkość z jaką zniknęła ze stołu samą mnie zaskoczyła. Mimo tego, że jej plastry nijak nie chciały być plastrami, tylko rozpadały się na kawałki. Potem trochę zmodyfikowałam skład, jest jeszcze lepsza.


Wielkanocne Smaki - edycja IV Pieczeń rzymska

czwartek, 14 lutego 2013

Na walentynki pomidorowa terrina.

Przez żołądek do serca. Hm, sama nie wiem... Czy mój mąż mnie kocha dlatego, że nieźle gotuję? Pewnie też, bo to część mnie, moja pasja i on mnie w niej wspiera, za co jestem mu wdzięczna. Ale czy kochałby mnie mniej, gdyby moją pasją było co innego? Sądzę, że się nie dowiem :). Mam nadzieję, że jednak nie.


Magiczne afrodyzjaki. Pomidory, czosnek, ostra papryka. Dziś walentynki. Podaruję kochanemu serducho, a nawet dwa. Doprawię szczyptą magii. Będzie zabawa! 


Pomidorowa terrina

składniki na keksówkę o wymiarach 17cm x 7cm x 6 cm:
  • puszka pomidorów (użyłam krojonych 400g)
  • 1 średnia cebula
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki pieprzu (świeżo zmielonego)
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/4 łyżeczki ostrej papryki
  • 4 kawałki suszonych pomidorów (czyli 4 połówki pomidora)
  • 3 małe ząbki czosnku
  • 2 jajka (najlepiej od kur z wolnego wybiegu)
  • 125 g mascarpone 
  • 2 łyżki oliwy
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać 1 łyżkę oliwy, zeszklić cebulę. Dodać pomidory wraz z sosem, sól i pieprz. Gotować na małym ogniu 20 minut od czasu do czasu mieszając. Odstawić do ostygnięcia. Zmiksować.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni (z termoobiegiem, jeśli nie macie - do 190).
Do zmiksowanych pomidorów dodać tymianek, ostrą paprykę, czosnek obrany i przeciśnięty przez praskę i pokrojone w kostkę suszone pomidory. Wymieszać.
Do miski wbić jajka, lekko ubić. Dodać mascarpone, lekko wymieszać trzepaczką rózgową. Dodać zmiksowane pomidory z dodatkami. Dobrze wymieszać.
Małą formę keksówkę wysmarować pozostałą oliwą (ja użyłam oliwy z pomidorów suszonych). Przelać do niej masę. Piec w kąpieli wodnej 40 minut na dolnym poziomie piekarnika (gdy zaczynam rozgrzewać piekarnik, wstawiam do niego blaszkę napełnioną do 3/4 wysokości wodą, a potem do niej keksówkę z terriną). Dobrze jest zajrzeć po 30 minutach i jeśli za bardzo się przyrumienia od góry, przykryć folią aluminiową.
Po upieczeniu studzić w foremce co najmniej 20 minut. Delikatnie nożem oddzielić terrinę od boków formy. Wyjąć na półmisek odwracając ją do góry nogami.


 Pyszna z sosem winegret z octu balsamicznego (1 łyżkę octu balsamicznego, 1 łyżeczkę cukru trzcinowego i 1/8 łyżeczki soli dobrze wymieszać w małym słoiczku. Dodać partiami 3 łyżki oliwy energicznie mieszając za każdym razem aż do połączenia składników).


Sama, z bazylią, z rukolą, z chlebem razowym, na grzance. Pyszna jako smarowidło w kanapce z żółtym serem. O zdecydowanym smaku (pełno w niej umami). Muszę jeszcze pomyśleć w jakich zestawieniach będzie dobrze wypadać...



Walentynki 2013 - czym to się je?

środa, 28 listopada 2012

Terrina z łososia z nutą suszonych żurawin.


Ta terrina jest jak muzyka... 
Skoro jest z nutą, prawda? Napisałam tytuł i wyszedł mi trochę taki, jakich nie znoszę w menu restauracyjnym. "Wzgórki z kaszy zwieńczone wierzchołkami z musu borowikowego". Brzmi dobrze? Dla mnie pretensjonalnie i mało apetycznie.
To jakoś inaczej: terrina z łososia z dodatkiem suszonej żurawiny. Teraz lepiej? Nie powiedziałabym.
To może jeszcze inaczej: łosoś  w niej jest ważny, jego smak dominuje, jest wyraźny. Ale ważna jest też żurawina. Lekko słodko-kwaśna. Jej smak też jest nie do pominięcia, ale dużo słabszy niż łososia. Może ta nuta nie jest taka zła? Dużo gorsza by była: "Łososiowa terrina z żurawinowym zefirkiem", prawda?
Ćwiczenie z nazewnictwa dało rezultat "Terrina z łososia z akcentem z suszonych żurawin". Lepiej? No nie wiem.
Poddaję się. Jest smaczna. Bardzo ją lubię. Sama wymyśliłam przepis, gdy po jakimś przyjęciu przygotowałam dużo za dużo jedzenia i zostałam z pieczonym łososiem w ilościach przez nas nieprzejadalnych. Wyrzucić? Nie. Lepiej przerobić i zjeść ze smakiem :).
Nazwa rzecz wtórna,  w sumie też  jest akceptowalna (zwłaszcza w porównaniu z zefirkiem):


Terrina z łososia z nutą suszonych żurawin

składniki na foremkę o wymiarach ok. 8,5cm x 20 cm x 5,5 cm: 
  • 300 g filetu z łososia
  • średnia cebula
  • 100 ml bułki tartej
  • 400 ml śmietanki 30%
  • 1 białko
  • 1 łyżka pasty paprykowej lub ajwaru (można pominąć)
  • 2 łyżki suszonych żurawin + do dekoracji
  • 1/2 łyżeczki soli + do posolenia łososia
  • 3 szczypty pieprzu
  • 1 łyżka masła
  • ew. olej do smażenia łososia
Łososia umyć, osuszyć, posolić i popieprzyć. Usmażyć z obu stron po 3 minuty lub upiec przez 10 minut w nagrzanym do 180 stopni piekarniku. Wystudzić.
Oddzielić od skóry (którą wyrzucić).
Piekarnik rozgrzać do 190 stopni ustawiając na dolnej półce blachę z wodą.
Cebulę obrać, posiekać, zeszklić na rozgrzanym na patelni maśle. Wystudzić.
Bułkę tartą wymieszać w 100 ml  śmietanki.
2 łyżki żurawiny zmiksować na drobne kawałeczki.
Łososia zmielić w malakserze z cebulą. Dodać bułkę w śmietance, białko, sól, pieprz, pastę paprykową i zmiksowaną żurawinę. Dobrze wymieszać.
300 ml śmietanki ubić. Delikatnie połączyć z masą. W foremce na dole ułożyć żurawinę do dekoracji. Delikatnie ułożyć na niej masę. Wstawić do blachy z wodą w gorącym piekarniku (woda powinna sięgać mniej więcej do wysokości 2/3 foremki). Piec ustawiając grzanie dolne ok. 1 i 1/2 godziny aż nóż włożony w terrinę będzie suchy. Gdy wierzch zacznie wyglądać na za bardzo już spieczony, można przykryć go folią aluminiową. Wystudzić.


Terrinę można mrozić... przed upieczeniem, jeśli zrobi jej się za dużo. Kupuję jednorazowe foremki, nakładam przygotowaną masę i mrożę. Potem wyjmuję, daję jej rozmarznąć i piekę. Pyszna jest. Wcale nie czuć, że miała kontakt z zamrażarką. Czasem wręcz z premedytacją przygotowuję jej więcej i na przykład przed jakąś imprezą mam mniej roboty. Bo piecze się już w zasadzie sama.
Można ją jeść na zimno, można podgrzać - jest wtedy świetnym daniem obiadowym.

Wielkie Święto Żurawiny 2012

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wegetariańska terrina na Wielkanoc.

Pasztetu! -  domagają się moi mężczyźni. 
Przez żołądek do serca. Coś w tym jest. Nigdy nie zdobywałam czyjegoś uczucia gotując. To mi nie leży. Chcę być kochana za to, jaka jestem, a nie za to jak pichcę. Natomiast przygotowując posiłki często myślę o moich domownikach i staram się, żeby każdy miał do zjedzenia coś, co lubi. To też mój sposób na okazywanie miłości. Pewnie moje małe córeczki nie zawsze to zauważają oblewając rzewnymi łzami kulinarne eksperymenty mamusi (znowu coś nowego i nieznanego! - zawsze jednak jest też coś, co jedzą). Naprawdę próbuję myśleć o każdym. Tak też było w te święta. Prosiłam, żeby napisali mi na kartce, co chcieliby, żeby było. Powstała całkiem długa lista. To był błąd. W przyszłym roku zmienię pytanie na bez czego do jedzenia nie wyobrażają sobie świąt - może lista okaże się krótsza :D. 
Pasztet był. Dobry wyszedł, ale to nie do końca moje smaki. Skoro realizowałam chęci rodziny, to postanowiłam siebie też porozpieszczać. Zamiast pasztetu wolę terrinę.



Terrina z rzodkiewkami i ogórkiem

składniki na małą foremkę 17cm x 7cm x 6cm:
  • 250 g mascarpone
  • 125 g - 150 g serka do smarowania (typu Philadelphia, np. Twój Smak, użyłam chrzanowego)
  • 1/2 pęczka rzodkiewek pokrojonych na plasterki (pewnie lepiej część w plasterki, część w kostkę)
  • 1/2 świeżego ogórka długości foremki (chyba lepiej w kostkę)
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1/4 łyżeczki soli (1,25 ml)
  • skórka otarta z 1/2 cytryny (dobrze wyszorowanej i sparzonej wrzątkiem)
  • 1 i 1/2 soku z cytryny
  • 4 łyżeczki agaru (lub 2 łyżeczki żelatyny)
Foremkę posmarować lekko olejem (niekoniecznie, ale ułatwia) i wyłożyć folią przezroczystą tak, aby jej końce wychodziły poza  ścianki. Na dnie ułożyć plasterki rzodkiewek tak, aby trochę nachodziły na siebie. Ogórek obrać i pokroić wzdłuż na paski szerokości i grubości ok. 0.5 cm, długości foremki. Ubić mascarpone. Ciągle mieszając dodać serek do smarowania, szczypiorek, skórkę z cytryny i sól. Do soku dodać 1 łyżkę wody i rozpuścić agar. Dobrze podgrzać w rondelku do temperatury 80 - 90 stopni Celsjusza. Jak zacznie gęstnieć, połączyć z masą energicznie mieszając (najlepiej trzepaczką rózgową lub mikserem). Wyłożyć warstwę ok. 1 centymetrowej grubości na rzodkiewki. Położyć ogórki zachowując mały odstęp między paskami. Przykryć warstwą masy twarogowej, ułożyć plasterki rzodkiewek. Potem znowu sery, ogórki, sery i na koniec rzodkiewki. Zawinąć w folię. Wstawić do lodówki (żeby terrina się nie zepsuła - agar nie potrzebuje niskiej temperatury, aby produkty z nim zastygły).


Terrina sprawiała lekkie trudności przy krojeniu. Miękka masa serowa oraz twardy ogórek i plasterki rzodkiewek wymagają naprawdę ostrego noża. Nie była przez to mniej smaczna, może trochę mniej elegancka. Stąd pomysł drobnej kostki tworzącej środkowe warstwy, takiej mniej więcej 0.5 cm na 0.5 cm. Też będzie wyglądać dekoracyjnie, a łatwiej ją pokroić. 


Agaru używałam po raz pierwszy w życiu zmotywowana przez Zieleninę i jej Wegetariańską Wielkanoc. Ma wiele zalet, wadą jest cena. Myślę, że dużo łatwiej go używać zestalając płyny niż terrinę. Metoda zastosowana przeze mnie nie jest idealna, wymaga dopracowania, aczkolwiek nie zawiodłam się na nim. Być może po podgrzaniu powinno się dodać trochę masy twarogowej, wymieszać i dopiero to mieszać z całością. Będę próbować.  Agar można zastapić żelatyną.

Wpis dodaję do akcji: 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...