wtorek, 26 czerwca 2012

"Kuchnia Wegetariańska" Katarzyny Rozmysłowicz - o "moich" książkach kucharskich początek.



Jestem maniaczką książek kucharskich. Mam ich mnóstwo. Czytuję je namiętnie. Kupuję też, chodź w tym wypadku muszę dyskutować z rozsądkiem i wężem w kieszeni, a to niełatwi rozmówcy ;).
Książki kucharskie niby mają swoje miejsce, ale wyciągane przeze mnie, żeby coś sprawdzić, żeby sobie przypomnieć, żeby poczytać do poduszki ciągle tworzą stosiki w różnych kątach w mieszkaniu. Walają się po parapetach i stołach, bo przecież za chwilę do nie sięgnę ponownie. Hm, bałaganiarstwo to jedna z moich niezalet (jakoś fajniej brzmi niż wad, prawda?). Cóż, niełatwo skakać po szafkach i stole... Ich właściwe miejsce jest pod sufitem w kuchni...


Lubię podobno książki niszowe. Na pewno nie te, które są na czele list bestselerów. Wyszukuję je na wyprzedażach, promocjach, podpatruję u znajomych. Nie muszą mieć zdjęć, choć te są miłym dodatkiem.
Jakiś czas temu kupiłam "Kuchnię Wegetariańską" Katarzyny Rozmysłowicz z Przystanku Cisna. Gdzieś o niej usłyszałam i zaryzykowałam - zamówiłam w internecie. Czasem się rozczarowuję. Wolę książkę przed zakupem wziąć do ręki, obejrzeć, popatrzeć na treść. Tym razem było inaczej. Zauroczyła mnie zupełnie. Wcale nie przepisami (choć niektóre bardzo mi się podobają). Nastrojem, klimatem, zdjęciami niekoniecznie przedstawiającymi jedzenie. Leży przy moim łóżku (jakoś rzadko ląduje tam, gdzie jest jej miejsce) i od czasu do czasu do niej sięgam. Żeby pooglądać, przypomnieć sobie, co chciałam z niej zrobić.  Lubię w niej to, że jest podzielona na pory roku i że w większości przypadków przepisy oparte są na lokalnych produktach. Nie bardzo skomplikowane, swojskie, ale niebanalne.


Podobno jestem wielbicielką nietypowych książek kucharskich. Mam to na piśmie w mailu :D. Dopytywałam się w pewnym wydawnictwie, czy zamierzają wydać kolejną pozycję cenionego przeze mnie autora. Dostałam odpowiedź, że nie, bo nie ma zainteresowania i się źle sprzedaje... Ratunku, a ja byłam w stanie totalnie zignorować węża i nawet przepłacić ;).



14 komentarzy:

  1. Skoro nietypowe to może zainteresuje Cię ta, która jest do wygrania w durszlakowej akcji "1000 sposobów na mięso z rosołu"
    albo na moim blogu w dzisiejszym konkursie-zgadywance.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam akcję, oglądałam książkę w księgarni i tak na pierwsze przejrzenie - nie zachwyciła mnie. Temat wykorzystywania mięsa z rosołu jest ciekawy, pewnie zajrzę, co inni wymyślili.

      Usuń
  2. aaaa to jest wg mojej obiektywno -subiektywnej oceny najładniejsza polska książka wege, przepisy też ma bardzo fajne , choć tu pewnie bym znalazła fajniejsze:D

    OdpowiedzUsuń
  3. i ma taki specyficzny klimat ,że nawet nie trzeba z niej korzystać(choć ja sporo wykorzystałam z niej przepisów , niektóre rewelacja)aby do niej powracać i powracać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, też w kółko do niej wracam ;).

      Usuń
  4. a ja polecam mammamija tego samego wydawnictwa....tam jest dopiero klimat...nie tylko przepisy ale także kultywowanie jedzenia we włoszech....stare zdjęcia i informacje o rodzinach wloskich jak to z pokolenia na pokolenie...a okładka....wygląda jak z lnu...taka klimatyczna

    OdpowiedzUsuń
  5. ja też kolekcjonuję i przy zakupie kolejnej z reguły słyszę protesty męża:)

    Blog o życiu & podróżach
    Blog o gotowaniu

    OdpowiedzUsuń
  6. Dostałam ją w prezencie. Książka bardzo słaba jeśli chodzi a przepisy /na dodatek tak banalne, pisane przez dziecko???/. Najładniejsza oprawa i zdjęcia. Jednak nie kupiłabym tej książki za taką cenę. Nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam kuchcić, cieszę się, że można wymieniać się przepisami, spostrzeżeniami. Lubię książki kucharskie, mam ich trochę ;-)
    Posiadam również w kolekcji książkę Pani Rozmysłowicz. Zgodzę się: pięknie wydana, piękne zdjęcia, ale przepisy niekoniecznie. Można ewentualnie potraktować ją jako album gór bieszczadzkich w różnych porach roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie, zdjęcia są super!!!

      Usuń
  8. Witam Serdecznie,
    w takim nastroju jak jest napisana książka to taka właśnie jest atmosfera w domu Kasi i Andrzeja.To wspaniali ludzi pełni ciepła a kuchenne zapachu ziół i gotowania rozlegają się wszędzie.Gorąco polecam Przystanek Cisna w Bieszczadach. Nikt się nierozczaruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że tacy ludzie i takie miejsca istnieją. Świat jest dzięki temu piękniejszy. Może kiedyś i ja do nich zawitam. Pozdrawiam cieplutko :).

      Usuń
  9. Dziękuję za udział w książkowej akcji! :) Pozdrawiam serdecznie

    www.smakiemsietoczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...