poniedziałek, 4 lutego 2013

Likier pomarańczowo - kawowy

 
Stuk, stuk uderzała po schodach główka Kubusia Puchatka, gdy Krzyś schodził ciągnąc go za nogę... - do dziś to mnie zachwyca, wzrusza i lekko porusza (ale to już taka moja dorosła poprawność: no jak można kogoś główką miarowo stukać po schodach? ).
Stuku, stuku, staccato rozsypały mi się ziarenka kawy. Prawie jak zerwane korale. To na szczęście nie perły, nie przyniosą mi pecha. Pozbierałam je wszystkie, wypłukałam - tym razem im nie zaszkodzi. Robię likier. Pomarańczowo-kawowy. Znowu, a dawno go nie robiłam. Cieszę się, mimo tego, że będę się złościć na sok cieknący po palcach (co za marnotrawstwo!), na żmudne nacinanie. Kuchnia czasami ma coś z medytacji. Ręce zajęte, myśl szybuje nieskrępowanie, oczyszcza umysł...


Likier pomarańczowo-kawowy

składniki:
  • 1 duża, ciężka pomarańcza (ok. 500 g)
  • 40 g kawy z ziarnach
  • 1/2 l spirytusu o mocy 95%
  • 350 g cukru
  • 1 szklanka (250 ml) wody
Najtrudniejsze w tym likierze jest znalezienie słoika z dostatecznie dużym otworem, by można było przecisnąć przez niego pomarańczę. Wprawdzie po nadzianiu kawą owoc daje się trochę bardziej ścisnąć, ale przecież nie bez ograniczeń.
Najlepiej gdy ma się pomarańczę niepryskaną, bez żadnej chemii. Gdy się takiej nie ma, to trzeba ją porządnie wyszorować szczoteczką i sparzyć wrzątkiem.  Potem pracowicie ostrym nożykiem nacinać owoc i wkładać do niego ziarenka kawy. Gdy się już je wszystkie powciska, nadzianą pomarańczę włożyć do słoja.
Zagotować wodę i rozpuścić w niej cukier. Do ciepłego roztworu dodać spirytus, dokładnie wymieszać i zalać powstałym płynem pomarańczę w słoju. Odstawić na 6 tygodni do macerowania.
Po tym czasie zlać nalew i przelać do butelek. Odstawić w ciemne miejsce na 3 miesiące. Likier można, a nawet należy przefiltrować (np. przez filtry do kawy umieszczone w lejku).

  

Po tych sześciu tygodniach pomarańcza jest w środku zupełnie sucha. Sam szkielet albedo. Kiedyś mój wąż w kieszeni mi szeptał - co Ty będziesz tak wyrzucać tę pomarańczę, choć sok z niej wyciśnij. No to ją rozkroiłam i zobaczyłam, że nie ma w niej już praktycznie nic  :). To spirytus tak wysysa z niej wszystkie soki. Przepis powyższy pochodzi z książeczki poświęconej nalewkom w encyklopedii kulinarnej  Ten-Tenu z początku lat dziewięćdziesiątych. Pierwsze książki o gotowaniu wydawane  w Polsce z całkiem niezłymi zdjęciami. Tam go pierwszy raz zobaczyłam, potem znajdywałam w wielu publikacjach. Przepis jest dużo starszy niż ta książeczka. Podobno podobny likier robiła moja babcia (nie za mojej pamięci niestety). Nadzianą pomarańczę zawieszała w zamkniętym słoju w białej gazie nad spirytusem. Podobno również z takiej wiszącej wszystkie soki wypijał. Skoro jednak lepsze jest wrogiem dobrego, trzymam się wypróbowanego przepisu. Pyszny likier z niego wychodzi.


Jeszcze ciocia dobra rada: jak kupuje się pomarańcze, w ogóle cytrusy, to trzeba wziąć każdy owoc do ręki i sprawdzić, czy wydaje się ciężki - te niewyschnięte, soczyste tak mają.

Domowy Wyrób

3 komentarze:

  1. Wow pierwszy raz widzę robiony likier w ten sposób, nadziana pomarańcza to mi się podoba.Moje smaki z pewnością wyborny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Czy wypróbowałaś już ten przepis?? Czy nie trzeba jeszcze trochę tej nalewki rozcieńczyć ??

    OdpowiedzUsuń
  3. obliczylam, że zdążę na Święta. Dziękuję za przepis, jak nie zapomnę, odezwę sie, jak wyszło.
    Karola

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...