Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grill. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 czerwca 2014

Łosoś z grilla

Skojarzenia, asocjacje. Jedne biegną za drugimi. Łosoś z grilla kojarzy mi się z czerwcową Łebą. Wakacjami nie będącymi do końca odpoczynkiem. Czasem trudnym dla mnie. I pewnie dla tych, z którymi te wakacje spędzałam. Oczekiwaniem, co będzie. Z nadzieją, że to moje życie da się poskładać na nowo, że dam radę, mimo, że  właśnie nastąpiła  niepiękna katastrofa.
Czerwcowa Łeba była... stosunkowo pusta. Dopiero przygotowywała się na najazd letników. Jeszcze leniwie się rozkręcała w oczekiwaniu na sezon. Na plaży dało się wcisnąć szpilkę, co więcej bez problemu można było znaleźć miejsce i sąsiedzi nie zaglądali do naszego grajdołka. Było całkiem, całkiem, choć trochę smutno.
Nie byłam później w Łebie. Nie wiem nawet, czy knajpa (na szczęście już otwarta, a nie dopiero przygotowująca się do sezonu) w której jadałam pysznego łososia z grilla jeszcze istnieje. Jakoś nie przyszło mi wtedy do głowy, że można samemu pobawić się w odtwarzanie smaków. Nie wpadłam też na to, że można spróbować zapytać  o przepis kucharza. Choć wątpię, czy by zdradził, czym tak genialnie łososia doprawiał.
Minęło wiele lat. Smutek czerwcowej Łeby się zatarł i te wakacje wspominam coraz milej. Wszak byłam piękna i młoda, a co najważniejsze miałam nadzieję, że jeszcze będzie wspaniale. Łosoś nadal żyje w moich wspomnieniach. Nie, nie udało mi się go odtworzyć. Przez tyle lat nie da się zapamiętać smaku. Ten, którego robię, z tamtym ma tylko wspólny koperek i gruboziarnistą musztardę. I jeszcze to, że jest przepyszny ;).



Łosoś z grilla 

składniki dla 4 osób:
  • kawałek łososia o wadze ok. 600 g (najlepiej 4 dzwonka, ale może być też filet ze skórą)
  • marynata:
    • 1,5 łyżeczki octu z białego wina
    • 1,5 łyżeczki wody
    • 3 łyżeczki musztardy francuskiej z całymi ziarenkami gorczycy
    • 0,5 łyżeczki sosu worcestershire
    • 1/3 łyżeczki soli
    • 0,5 łyżeczki syropu z agawy lub miodu (wielokwiatowego lub z lipy)
    • 3 łyżeczki oleju
    • 3 łyżki posiekanego świeżego koperku
Łososia umyć i osuszyć. Wymieszać składniki marynaty i natrzeć nimi rybę. Włożyć do lodówki na 1-2 godziny (można też to zrobić poprzedniego dnia). Rozgrzać grill. Powoli piec na nim łososia położonego na tacce, po jakimś czasie przewrócić na drugą stronę. Delikatnie rozdzielić mięso widelcem sprawdzając, czy jest już gotowy.
Czasu grillowania niestety nie potrafię jednoznacznie określić. Zależy on od tego, jak mocno rozpalony jest grill. Lubię uzbroić się w cierpliwość i dać rybie powoli dojść na nie bardzo gorącym grillu. Wychodzi wtedy soczysta i pełna smaku.
Dużo lepiej na grillu sprawdzają się dzwonka. Nie rozpadają się przy przewracaniu i w rezultacie na talerzu wyglądają bardziej atrakcyjnie. Nie wiem w sumie dlaczego łatwiej dostępny jest filet. Grilluję go w całości (na porcje dzielę już gotowy), kładę go najpierw skórą do dołu, zżymam się, że przy przewracaniu mi się lekko rozpada, za to przy jedzeniu mniej jest zabawy z ośćmi. Może nie wygląda do końca jak z topowej restauracji, ale smakuje wybornie. Na przykład z michą sałaty z ziołami i truskawkami w sosie z octu balsamicznego. Pycha.


Na grillu u mnie rzadko bywa mięso czy kiełbasa. A jeśli nawet, to nie są to główni bohaterowie. Łosoś i warzywa, czasem grzyby dużo bardziej mi odpowiadają. Proste smaki, a jakie dobre.
Czasami pada deszcz. Spacer w kaloszach i pod parasolem - tak. Rozpalanie grilla - jednak nie. Taki łosoś świetnie też wychodzi smażony na patelni grillowej.
Kupuję łososia norweskiego. Bo smaczny, bo łatwo go dostać, bo mimo, że dziki łosoś może i zdrowszy, to norweski też zdrowy i go lubię. A Norwegia (i w ogóle Skandynawia) dobrze mi się kojarzy. Może już czas się tam wybrać i sprawdzić, czy rzeczywiście jest fajna? ;) 


Grilluj z łososiem norweskim!

sobota, 21 lipca 2012

Grillujemy mości państwo - nadziewane pieczarki

Właściwie to nie lubię grillować. Nie mam cierpliwości. Najpierw trzeba rozpalić. Potem poczekać, aż żar osiągnie odpowiednią temperaturę. To wszystko trwa. Głodomory zaś chodzą wokół mnie i marudzą. To może ja tego głodomorowego marudzenia nie lubię, a nie grilla? 
Na pewno nie przemawia do mnie zwęglona kiełbaska lub zakupiona już zamarynowana karkówka z tu i ówdzie przypalonymi miejscami. Grillowana byle szybciej, byle można było już coś zjeść. Z mnóstwem rakotwórczych substancji.
Mój grill jest zupełnie inny. Często bezmięsny. Wymagający celebracji. Najpierw przygotowań. Siekania, mieszania, przyprawiania. Najlepiej zasiąść przy kuchennym stole z rodziną lub przyjaciółmi i przygotowywać. I rozmawiać. I miło spędzać czas. 
Z tego grilla pochodzi danie, z którego jestem dumna. Wymyśliłam je lata temu, gdy z racji stanu "błogosławionego" nie dane mi było popłynąć z rodziną kajakami. Zostawili mnie na polu namiotowym i zapowiedzieli, że wrócą na obiad. Zamarynowałam więc jakieś mięso i z nudów zrobiłam przegląd lodówki. Z pieczarek, cebuli, serka do smarowania i ziół prowansalskich wyszło coś, co wzbudziło furorę. I wzbudza do dziś, bo robię je ja, ale też i inni. Przepis poszedł w świat.
 Tadam, przedstawiam Wam:



Pieczarki z grilla

składniki:
  • 1/2 kg pieczarek
  • 1 średnia cebula (ok. 40 g)
  • opakowanie (ok. 125 g) serka do smarowania (najczęściej używam Twój Smak śmietankowy) 
  • 1 i 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 1 łyżka oleju
Rozpalić grill.
Cebulę obrać i drobno posiekać. Umyć i osuszyć pieczarki. Wykroić nóżki i drobno posiekać. Kapelusze lekko posolić i popieprzyć w środku.
Na sporej  patelni rozgrzać olej. Zeszklić cebulę. Dodać zioła, pomieszać, poczekać aż będą pachnieć. Dodać posiekane nóżki pieczarek. Smażyć mieszając parę minut, aż odparuje sok, który puszczą. Posolić (ok. 1/4 łyżeczki) i trochę popieprzyć. Zmniejszyć ogień. Dodać serek. Dokładnie wymieszać. Zdjąć z ognia. Powstałą masą nadziewać kapelusze. Najlepiej ułożyć na tacce. Grillować cierpliwie aż będą upieczone.



Pieczarki pysznie wychodzą z grilla. Udają się też na patelni grillowej. Zimą robię je w piekarniku. Spokojnie można je przygotować poprzedniego dnia i przetrzymać w lodówce.
Nadzienie najlepiej rozdzielić między kapelusze. Może spokojnie wystawać. Chyba, że chcecie trochę zostawić do kanapek. Pyszne jest. Znam takich, którzy wręcz mi sugerują, bym oszczędnie nadziewała grzyby :D.


Zioła prowansalskie są w tym daniu znaczącym dodatkiem. Wprowadzają swoją charakterystyczną nutę. Gdy ich nie macie, można je zastąpić oregano, tymiankiem lub koperkiem. Też jest smacznie.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...