W domu pachnie chlebem.
Biorę go w ręce. Jest jeszcze ciepły.
Lekko naciskam.
Chrupie.
Kroję pajdę za pajdą. Smaruję masłem. Chyba mogłabym zjeść cały...
Upiekłam go po raz pierwszy wiele lat temu. Od niego zaczęła się moja przygoda z chlebami na zakwasie. Podchodziłam do niego z lekką niepewnością i obawą, czy się uda.
Niepotrzebnie. Oczarował nas od pierwszego razu.
Niby taki zwykły. Ale jak pachnie, jak smakuje!
Po prostu chleb codzienny.
To nie jest nowy przepis. Bajaderka podawała go w sieci już wiele lat temu. Mam wrażenie, że ostatnio został trochę zapomniany. A szkoda.
Jest pyszny, nietrudny, w sam raz na początek przygody z pieczeniem chleba. Łatwo do tego przepisu wprowadzać lekkie modyfikacje, eksperymentować z różnymi rodzajami mąki.
Dawno go nie piekłam. Teraz do niego wróciłam i wzbudziłam zachwyt rodziny.
Warto było.
Chleb emigrantów
składniki:
- dzień pierwszy - zakwas:
- 1 szklanka wody
- 1/4 łyżeczki suchych drożdży
- 1 i 1/4 szklanka mąki pszennej (najlepiej chlebowej 720, ale na "zwykłej" np. szymanowskiej też wychodzi)
- 2 łyżki mąki pszennej razowej (np. 1850 typu graham)
- 2 łyżki mąki żytniej (używam chlebowej 720, można też dodać razową)
W dużej misce dobrze wymieszać wszystkie składniki zakwasu, przykryć folią i odstawić na 8-16 godzin.
Tak wygląda po tym czasie:
- dzień drugi - chleb właściwy
- 1 szklanka wody
- 1/4 łyżeczki suchych drożdży
- 1 łyżka cukru
- 3 i 1/2 szklanki mąki pszennej (j.w. najlepiej chlebowej 720, ale "zwykła" też może być)
- 3/4 łyżki soli
Do miski z zakwasem dodać pozostałe składniki. Wyrabiać ciasto, aż będzie gładkie. Można to robić ręcznie, można robotem. Nie wychodzi bardzo gęste. Omączonymi rękami uformować kulę podwijając ciasto do spodu.
Przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia. Powinno podwoić objętość.
Lubię wkładać miskę po prostu do dużej, czystej, plastikowej torby. Mam taką dyżurną ;).
Koszyk wiklinowy wyłożyć czystą ściereczką, wysypać ją mąką.
Wyjąć ciasto na wysypaną mąką stolnicę, odgazować i uformować bochenek. (Ciasto ma zmniejszyć objętość do pierwotnej, dzieje się to właściwie podczas wyjmowania z miski i formowania bochenka). Włożyć do koszyka, zawinąć luźno w ściereczkę, przykryć folią (albo włożyć do dużej torby foliowej) i odstawić do ponownego wyrośnięcia (nie powinien się powiększyć więcej niż o około 30-40 %, bo może opaść - co tam, i tak się zje ;) ).
Formowanie bochenka wcale nie dla wszystkich musi być oczywiste. Niestety nie mam zdjęć z tego procesu, ale postaram się opisać, jak to robię. Otóż nadaję ciastu kształt prostokątu długości mniej więcej długości koszyka, a szerokości dwa razy większej. Dłuższe boki składam tak, żeby się zetknęły ze sobą i je zlepiam. Końcówki chleba też składam i dolepiam. Poprawiam kształt rękami. Chleb wkładam do koszyka zlepieniem do góry. Uff, nie wiem, czy to jasne, mam nadzieję, że choć trochę pomocne.
Jeszcze jedno: w przepisach zazwyczaj jest zalecenie, żeby temperaturę obniżać po 15 minutach. Nie wiem, czy to cecha mojego piekarnika, ale zawsze wtedy chleb mi wychodził lekko spalony. Robię tak, jak napisałam wyżej: nagrzewam mocno piekarnik, wkładam chleb i praktycznie od razu zmniejszam temperaturę, wychodząc z założenia, że przecież natychmiast nie wystygnie - wychodzi dużo lepiej :).
Przepis dodaję do akcji Domowe Pieczywo dla Alergika.











